AKTUALNOŚCI ] [ KĄCIK ADOPCYJNY ] [ ADOPCJE POZA AZYLEM ] [ WIRTUALNE ADOPCJE ] [ ZWIERZAKI ADOPTOWANE ] [ FUNDACJA ŚW FRANCISZKA ]
POTRZEBNA POMOC ] [ GALERIA ZDJĘĆ ] [ PODZIĘKOWANIA ] [ ZGUBIONO - ZNALEZIONO ] [ AZYL I JEGO MIESZKAŃCY ] [ HISTORIE O KOTACH I NIEMOWLĘTACH ] [ KONTAKT ]

WSPOMÓŻ AZYL


NAPISZ DO NAS



01-03-2012
Dawno, dawno temu, w domu pojawił się Kot 1 (historia z serii: albo mnie weźmiesz albo zdechnę z głodu). Jest to kot w stylu: ja tu mieszkam a oni kredyt spłacają. Jest królem wszechrzeczy, a wszystko czego królem nie jest posiada w swojej całkiem wypasionej tylnej części ciała. A, że waży 7,5 kg, to ma gdzie posiadać …
Co naturalne, rok później w domu pojawił się Kot 2 (Kot 1 się nudził, a Azyl tak blisko… :). Typowy poschroniskowy: Kochaj mnie kochaj, kochaj ! Kochasz mnie ? Bardzo ? Bo ja Cię taaaaaaaaaaaaak kocham !!!
Dwa lata później w domu pojawiło się Dziecięcie (płci żeńskiej).
W międzyczasie przeszłam ze 100 rozmów w stylu: a co zrobicie z kotami ? Mniej więcej po 51 razie zaczęłam opowiadać: ugotujemy, to na ogół pomagało :). Potem byłam zarzucana historiami jak to kuzynki babci znajoma miała kota i urodziła dziecko i ten kot temu dziecku straaaaszne rzeczy robił. Trochę poszperałam w necie i tuż po wejściu do domu z 6 dniowym zawiniątkiem pierwszą rzeczą (literalnie pierwszą) było danie Kotom Dziecięcia do obwąchania. Kot 1 obwąchał, obrzydził się i tyle. Od tamtej pory omija. Raz próbował zasnąć w nowym kojcu (czytaj łóżeczku) ale po wyniesieniu za kark obraził się. Gdzieś na 2 miesiące.
Z Kotem 2 było gorzej: bardzo chciał żeby Pańciówna też go kochała (patrz zdjęcie). Przeszło mu gdy kolejny nieskoordynowany ruch małej rączki mało nie pozbawił go nosa.
Generalnie: nie interweniujemy (do tej pory), i koty i Juniorka muszą się nauczyć zasad współżycia społecznego więc dziecko parę razy dostało łapą, a koty nie raz (nie zdążywszy wcześniej uciec) służyły za poduszkę. No cóż… Teraz każdemu kto pyta o relacje odpowiadam że koty głupie nie są i po pierwsze: widzą, że to dziecko pary alfa, a tego się zgodnie z nawet kocio-ograniczonymi zasadami społecznymi za bardzo nie tyka. A po drugie koty lubią własne: futro, oczy, ogony, uszy. Dzieci zaś lubią własną niepodrapaną skórę.
I tak sobie funkcjonujemy w szczęśliwej symbiozie :)
Jeszcze wstawka medyczna:
- Zanim koty i dzieci pojawiły się u nas w domu przebadałam się w kierunku ewentualnego przyszłego posiadania dzieciów. Wyszło, że mam bardzo wysoki poziom czegoś tam co pokazuje ze właśnie przeszłam toksoplazmozę, nie mając ani własnych kotów ani absolutnie żadnego styku z cudzymi. Generalnie koty były mi wówczas obce jak misie koala. Teraz wszystkim Ciężarówkom, które boją się przychodzić z wizytą obiecuje, że o ile nie wezmą z kuwety kociego (za przeproszeniem) guano, a potem nie obliżą sobie ręki (bez mycia oczywiście) to u mnie toksoplazmozy nie dostaną. Pomaga :)
- Ojciec Dziecięcia ma alergie, w tym na koty (odebrał wyniki badań 1 (JEDEN) dzień po przybyciu do nas Kota 1), Dziecię alergii nie posiada.
Pozdrawiam,
Asia Bukłaha


03-02-2012
Michałowi od narodzin towarzyszyły zwierzęta.
Kotka Ruzia (przez "u", bo ma trochę rudego futerka, znaleziona na ulicy) pilnowała, żeby nie zapłakał, Miki (czarno-biały) jak to facet - doglądał. Ryżyk - wzięty z Azylu wygrzewał wózeczek przed spacerem. Pies Brandy chodził krok w krok za raczkującym dzidziusiem. Teraz Michał ma już 6 lat, śpi z kotami - czasami tak się rozpychają, że rodzice musieli zrobić barierkę, żeby malec nie wypadał. Wszelkie próby wyekspediowania kotów z pokoiku kończą się płaczem Michasia i donośnym miauczeniem za drzwiami. Koty całe dnie towarzyszą Michasiowi, mają świętą cierpliwość. Nigdy nie miał alergii ani chorób odzwierzęcych.
Wszystkie stworzenia są regularnie szczepione i odrobaczane.
Maria Wciślińska (babcia Michałka) - Konstancin


22-01-2012
Dzień dobry.
Proszono mnie, żebym przedstawiła historię przyjaźni mojego dziecka ze zwierzętami. Historia ta jest ciekawa, ponieważ zaczyna się na pół roku przed jego urodzeniem.
Kiedy zaszłam w ciąże miałam kota, właściwie kotkę, którą dostałam zaraz po maturze. Kicia miała już 6 lat. Pewnego dnia wiosennego zobaczyłam siedzącego na murze małego kociaka (miał ok. 2 miesiące). Był samotny, opuszczony i potrzebował opieki. Oczywiście zamieszkał z nami. Pół roku później urodził się mój synek. Kiedy wróciłam do domu i położyłam trzydniowego synka do łóżeczka od razu znalazł się w nim też kotek. Kiedy karmiłam piersią synka, kotek natychmiast siadał mi na kolanach.
Teraz mój synek ma 9 lat. Nie ma żadnego uczulenia, jest zdrowy i kocha zwierzęta. Jego marzeniem jest posiadanie wszystkich zwierząt świata i tylko mój rozsądek ogranicza jego zapędy w tym kierunku.
Zgodziłam się napisać i opowiedzieć tą historię ponieważ wiem, że niektórzy ludzie boją się zatrzymać zwierzęta i oddają je z powodu spodziewanego dziecka. Apeluję więc o rozsądek w tym temacie ponieważ dzieci doskonale rozwijają się żyjąc ze zwierzętami. Uczą się delikatności, troskliwości i nabierają innych wspaniałych cech.
Pozdrawiam,
przyjaciel zwierząt.

P.S. Moja kicia oczywiście była z nami przez cały czas ale nie odegrała roli w tym opowiadaniu.



catline.gif (4300 bytes)


AKTUALNOŚCI ] [ KĄCIK ADOPCYJNY ] [ ADOPCJE POZA AZYLEM ] [ WIRTUALNE ADOPCJE ] [ ZWIERZAKI ADOPTOWANE ] [ FUNDACJA ŚW FRANCISZKA ]
POTRZEBNA POMOC ] [ GALERIA ZDJĘĆ ] [ PODZIĘKOWANIA ] [ ZGUBIONO - ZNALEZIONO ] [ AZYL I JEGO MIESZKAŃCY ] [ HISTORIE O KOTACH I NIEMOWLĘTACH ] [ KONTAKT ]

Fundacja Św. Franciszka "Pomóż zwierzętom - naszym małym braciom"
Numer konta bankowego:
38 10600076 00004048 30197758
z dopiskiem: "Darowizna na rzecz fundacji"

  

(c) 2000-2002 Kasia Piwowarska, Ola Michnowicz
Kontynuacja od 2005 Wojtek Kubat, Aretuza, Ania Straszewska