AKTUALNOŚCI ] [ KĄCIK ADOPCYJNY ] [ ADOPCJE POZA AZYLEM ] [ WIRTUALNE ADOPCJE ] [ ZWIERZAKI ADOPTOWANE ] [ FUNDACJA ŚW FRANCISZKA ]
POTRZEBNA POMOC ] [ GALERIA ZDJĘĆ ] [ PODZIĘKOWANIA ] [ ZGUBIONO - ZNALEZIONO ] [ AZYL I JEGO MIESZKAŃCY ] [ TĘCZOWY MOST ] [ KONTAKT ]



BRERKA

Witam,
Życzymy wszystkiego najlepszego na nowy rok 2008, by kotki miały jeszcze lepiej, by znalazło się jeszcze więcej ludzi o dobrych sercach i mamy nadzieję, że Whiskas, który dałam przed Świętami smakował kotkom. Jak widać na zdjęciach, kotka Brerka którą od Państwa dostałam, ma się świetnie i włada naszym domem. Po prostu żywe srebro o dość despotycznym charakterku. Kotka przeszła sterylizację bez problemów i nawet już nam wybaczyła zabieg. Teraz powoli zaczyna wychodzić bez smyczki do ogrodu zawsze pod naszym nadzorem. Jednak bardziej od spacerów lubi się przytulać i wylegiwać nad kaloryferem.

Pozdrawiamy,
Anna i Brera

Aktualizacja - wrzesień 2008:
Witam,
a oto nowe zdjęcia Brery. Jest ona z nami już 2 lata i nie wyobrażamy sobie życia bez niej. Niestety moja sytuacja życiowa spowodowała iż wyprowadziłam się z domu ale Brerka pozostała z rodzicami w domku z ogródkiem na Grochowie. Padła taka decyzja ,że ja będę odwiedzać kota a niech kot ma swój ogród i wielkie mieszkanie oraz własne łóżko i nonstop pełny ludzi dom. Brerka trochę za mną tęskni, ja z nią też ale sądzę, że obie już się przyzwyczaiłyśmy a kot wygląda na niesamowicie szczęśliwego z życia futrzaka. Samodzielnie wychodzi na ogród, bardzo się pilnuje i .... leni pod krzakami. Mam nadzieje, że zapewniamy jej raj koci na ziemi.



KOTECZKA ADOPTOWANA W ARKADII


Wysyłam zdjęcia zdrowej i mocno szczęśliwej kici.
Pozdrawiam,
Iwona


FITUŚ
Kilka lat po adopcji


Witam,
Jakiś czas temu zaadoptowałam u Państwa w Azylu kotka, taki słodki burasek :) Był maluszkiem zaniedbanym, i jak tylko weszłam do Was od razu go pokochałam a on mnie i mojego partnera. Jest bardzo wdzięcznym i kochanym kotkiem. Czasem zajdzie za skórę ale jak każde zwierzątko ma swoje humorki za co go kochamy, bo wnosi do naszego życia wiele radości. Leczymy go na ząbki ale już miał zabieg i jest wszystko w porządku. Pan dr Wojtek Czerwiecki bardzo chwili sobie Fitusia, bo tak dostał u Nas na imię.
Pozdrawiam,
Iwona



SZAROTKA
Kotka adoptowana 24 listopada 2007 podczas akcji adopcyjnej w Arkadii.
Robocze imię Sisi, prawdziwe imię Szarotka :-)



CYKORKA i NIEBIESKA


Te dwie kotki zostały zaadoptowane przez Panią Anetę ponad rok temu. W momencie adopcji koteczki nie były oswojone. Bały się ludzi, uciekały, były nieufne, płochliwe, nie dawały się dotknąć. Przedstawione poniżej zdjęcia relacjonują ostatnią wizytę naszej wolontariuszki w domu Pani Anety i raczej nie wymagają komentarzy :) Czekamy na dalsze relacje od Pani Anety, którą serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za to, że stworzyła dla tych istot prawdziwy, pełny miłości dom. Wierzymy, że Pani cierpliwość, poświęcanie czasu i uwagi kotkom zostanie wynagrodzona zdobytym zaufaniem u nich, które już teraz przejawia się w postaci domagania się pieszczot, zabaw, jak również w powitaniu Pani przy drzwiach po dłuższej Pani nieobecności.
Życzymy Pani wiele radości z chwil spędzonych z Cykorką i Niebieską :)



MANIEK


Witam,
Pod koniec października zeszłego roku zaadoptowaliśmy jednego z kotków ze schroniska. Było to w Arkadii, w sklepie Kakadu. Kotek ma się dobrze, został wykastrowany pod koniec zimy. Przeszedł koci katar, świerzb, nadal walczymy z grzybem w uszkach. Załączam jego zdjęcia. Mieszka w domu, co najwyżej wychodzi na taras, ze względu na niebezpieczne samochody, czy ewentualne agresywne psy. Ma dwóch "braciszków", więc się nie nudzi.Wyjątkowy łasuch, także przytulanka.
Dziękujemy i pozdrawiamy,

Dorota i Jakub



HABI


Witam !
12 kwietnia 2008 roku adoptowalyśmy z mamą piękną koteczkę (sami możecie ocenić po zdjęciach ;]) Nazwałyśmy ją Habibi. Jest strasznie kochana, miluta, grzeczniuta i jest najcudowniejsza kotką na świecie! Uwielbia głaskanie i mizianie, za to bardzo nie lubi noszenia na rękach ;) w ciągu dnia wygrzewa się na parapecie, albo na swóim ulubionym wiklinowym fotelu, a po południu jak już wrócimy obie do domu to dopiero szczęście ogarnia Habi. Wtedy nie ma możliwości usiąść żeby zaraz nie wskoczyła na kolana na głaskanie. Na noc oczywiście wybiera sobie łożko moje, albo mamy w zależności od tego, która ją czym przekupi, bo to z kim ma spać to zawsze jest dla nas problem i się o to sprzeczamy :P , po tym jak już wybierze sobie łóżko kładzie się na poduszce i przesypia grzecznie poł nocy, natomiast kolejne pół bawi się swoimi piłeczkami i myszkami. Jedyne czego się obawiałyśmy to, to czy zaprzyjaźni się z naszym psem. Suczką rasy owczarek niemiecki, ale ku naszemu zdziwieniu dziewczyny bardzo się polubiły, bawią się i śpią razem ;D
Dziękujemy bardzo pani Irenie za to, co robi dla tych wszystkiech kociaków, a najbardziej dziękujemy za naszą Habi.

Paulina i Agnieszka



FIGARO


Witam,
27 października 2007 roku wybrałam się do Arkadii po drugiego kotka – towarzysza dla kotki tricolor, Trinki (adoptowanej 17 lipca). Zakładałam, że wezmę koteczka płci obojętnej, koloru dowolnego, byle nie burego… dwie godziny później wróciłam do domu z jednym z szarych braci – 100% burego kota w burym kocie J. Jak tylko wzięłam go na ręce wtulił się tak mocno i miał takie smutne oczęta, że nie mogłam go już zostawić. W domu od razu zabrał się za zwiedzanie i nic nie robił sobie z zadziwionej nowym przybyszem Trinki. Figaro był drobniutkim, chudziutkim kotkiem, którego ulubioną czynnością stało się jedzenie. Trinka od razu się nim zaopiekowała i tak już zostało – bardzo często go wylizuje, przytula się do niego. I, co ważne, nie jest już sama, kiedy ja jestem w pracy. Figaro wyrósł na pięknego, dumnego kota, który potrafi w bardzo natarczywy sposób upominać się o uwagę i mizianki. Na razie jeszcze jest kocim podrostkiem, ale swoją figurą, postawą i urodą zwraca uwagę wszystkich gości. Z Trinią tworzą świetny duet - szczególnie o 5 rano, kiedy zaczynają swoje gonitwy przez pokój, lub kiedy jedno przez drugie próbuje zająć przy mnie lepsze miejsce. Figaro jest wulkanem energii. Przezabawnie jest obserwować moją dwójkę podczas zabawy futrzaną myszką – Trinka bawi się delikatnie, jak dama, a Figaro atakuje myszkę z siłą i impetem tornada… Chciałam jeszcze dodać, że oba moje kotki są już po kastracji. Zniosły ją fantastycznie – po prostu wzorowo. Mam dwa fantastyczne koty, które są bardzo towarzyskie, przymilne i ciekawskie. Myślę że są szczęśliwymi Kotami :-)

Pozdrawiam,
Danuta



OZZY


Cześć !
Nazywam się Ozzy i mam niecałe 2 i pół miesiąca. Adoptowany zostałem dwa tygodnie temu. Dziesięciominutowa podróż do nowego domku była dla mnie lekkim koszmarkiem, płakałem za mamą i licznym rodzeństwem a samochody jeszcze nie są moim ulubionym środkiem transportu. Jednak już po godzinie w nowym domku odzyskałem humor, który do dziś mnie nie opuszcza. Dzięki Pani Irenie znalazłem wspaniały domek, gdzie mnie kochają ponad życie, rozpieszczają i dbają o mnie. Jestem bardzo energicznym kotkiem, trochę łobuzuje, ale hej! robię od samego początku do kuwety!!! Lubię spać z moimi nowym rodzicami, ale mam też i swoje posłanko z kocykiem w koty ;-) Na początku wyglądałem jak dziecko wojny... ale z medyczną pomocą Pani Ireny oraz moich nowych rodziców mógłbym teraz być dublerem w reklamie whiskasa ;-)) Bardzo kocham nową rodzinkę i okazuję im to codziennie. Jestem zawsze koło nich, daje buziaki i lubię zasypiać w ich ramionach. Pozdrawiam wszystkie kociaki w Azylu i te, które wyjechały stamtąd do swoich nowych domów. Mam nadzieję, że Ci, którzy jeszcze kociaka w domu nie mają, pojdą w ślady moich rodziców! Nie wymagam wiele, a w zamian oferuję dozgonna miłość i radość w domu... Miau.

Ozzy, Ola i Misiek

Ps 1. Wpadłem dziś (7 czerwca 2008) do azylu w odwiedziny i przy okazji na szczepienie... jest tam mnóstwo cudownych kumpli i koleżanek, którzy też czekają na Was. Zapewniam, że są tak samo cool jak ja ;-)))
Ps 2. Specjalne pozdrowienia dla Lufy i Szotki (siostry ministra)



KICIA i OSKAR


Dzień dobry,
Chciałabym spiesznie donieść, że roczna kotka Necia adoptowana przez nas 1 Maja czuje się świetnie i harcuje jak szalona z naszym kocurem Oskarem, który zakochał się w niej już pierwszego dnia. Teraz wołamy na nią Kicia i nie wyobrażamy sobie życia bez niej. Dołączamy kilka zdjęć naszej kociej pary. Pozdrawiamy i serdecznie dziękujemy,
Agata i Zuzia



MIKUŚ


Zgodnie z obietnicą przesyłamy zdjęcia Mikusia w rodzinie adopcyjnej. Na jednym zdjęciu jest razem z dziewczętami: Justynką i Łucją. Pozdrawiam.
Andrzej



WAFEL


Adoptowaliśmy w listopadzie kociaka z Azylu i przesyłamy Państwu zdjęcia naszego malca już z nowego domu. Kotka nazwaliśmy Wafel. Ponieważ od początku nie bał się ludzi, jego przyjazna postawa i ciekawość są coraz większe. Na razie jest jeszcze małym łobuziakiem, który najchętniej ciągle bawiłby się z nami ale kiedy już się zmęczy potrafi być ciągle przesłodki jak kociak. Odkąd z nami zamieszkał wyrobił sobie nawyk zasypania w naszym łóżku, jednak sama nasza obecność jeszcze mu nie wystarcza więc kładzie się obok na poduszce i po prostu przytula do któregoś z nas, tak codziennie zasypia. Przez pierwsze miesiące naszego wspólnego mieszkania było nam o tyle ciężko, że Wafel zaraził się kocim katarkiem, który na szczęście szybko został zauważony i wszyscy przechodziliśmy trudy dość długiego leczenia; nasz kocur dzielnie zniósł zastrzyki i antybiotyki nic nie robiąc sobie z choroby :) Dziś jest zdrowym, zadowolonym kocurem, zaprzyjaźnionym z dwoma psiakami i drugim kotem rodzinnym które często odwiedza, co sprawia mu wielką frajdę. Waflowska ciekawość potrafi być czasem uciążliwa np. zwiedza zmywarkę od środka i wtyka nos w każdą dziurę. Całą naszą trójkę połączyła już wielka przyjaźń i kocio-ludzka miłość.
Ania i Szymon, Warszawa



MANIUŚ


"Kochana Pani Irenko, bardzo chciałbym podziękować Pani za zorganizowanie dla mnie domku. Teraz mam już rok i wyrosłem na dużego kota. Czasami psocę, trochę jestem jadowity i uwielbiam kąpiele w wannie! Tak to prawda. Moja Pani była ze mną u Pani doktor, która mnie dokładnie obejrzała i powiedziała, że tak zdrowego i pięknego kota to jeszcze nie widziała. Zaleciła natomiast kupienie kociej fontanny, ponieważ nie jestem odosobnionym przypadkiem amatora kąpieli wodnych. Bardzo też lubię, ale to już inna moja cecha - lizać Panią po nosie - chyba żeby dała mi spokój. Pozdrawiam bardzo gorąco. MANIEK".

Do tego dołącza się cała reszta Rodzinki - Pozdrawiamy bardzo gorąco,
Ania z Rodziną



NIEBIESKI KOCIAK


Witam,
niebieski kociak adopotowany przez nas 2 i pół tygodnia czuje się świetnie. Nasz pies wprost go uwielbia, bawią się razem i śpią. W załączeniu przesyłam fotki. Pozdrawiam wszystkich Kociarzy
Katarzyna



KACPER


Witam,
tydzień temu tj. 1 marca 2008 zaadoptowałam z Azylu małego kotka zwanego "szczurkiem". W domu otrzymał imię Kacper. W nowym miejscu wcale nie czuł się zagubiony - wręcz przeciwnie śmiało poznawał wszystkie miejsca i kąty. Kot rezydent, 3 letni Kuba, początkowo warczał na małego i oczywiście parę razy skarcił go, dając mu klapsa łapką. Na następny dzień rozpoczęły się nieustające gonitwy po mieszkaniu. Mały Kacper jest bardzo zabawny, ma ogromny apetyt i myślę, że czuje się u mnie dobrze. Oczywiście ku mojej uciesze śpi ze mną w łóżku. Bez problemu również poznał drogę do kuwetki.
Dołączam pierwsze zdjęcia z tygodnia pobytu w moim domu.
Serdecznie pozdrawiam,
Elźbieta

Aktualizacja: 10.04.2008
Witam ponownie,
Minął miesiąc. Kacper rozwija się dobrze, jest zdrowy, rośnie i przybiera na wadze. Również porozumienie i przyjaźń między moimi kotami kwitnie, co widać na zdjęciach. Ich zabawy dają mi wiele radości.
Serdecznie pozdrawiam,
Elżbieta



WISKITKA


Witam serdecznie,
około Bożego Narodzenia adoptowałam u Państwa 4,5 miesięczną kotkę. Nazwaliśmy ją ... Wiskita. Kitka-Wiskitka. Kicia świetnie zaaklimatyzowała się i od razu zwiedziła najwyższe kondygnacje mieszkania. Do tego zagarnęła spory kawałek mojego łóżka, które znajduje się na antresoli i jest świetnym punktem obserwacyjnym oraz bezpiecznym schronieniem przed odwiedzającymi nieznajomymi :) Choć początkowo wygodnie ułożyła się w kuwecie, wbrew naszym obawom, zrozumiała po cóż też jest plastikowy pojemniczek i zachowuje czystość bez zarzutu. Wiskita jest bardzo żywa i przymilna i zmusza mnie do dziergania dla niej zabawek, bo innymi, niż domowe nie bardzo ma ochotę się bawić :D
Pozdrawiam,
Magdalena



TASHA


Minęło trochę czasu od adopcji. Kotka oficjalnie, już od wielu miesięcy, nazywa się Tasha. Bardzo urosła, wypiękniała. Wciąż jest niesamowicie żywa, świadczą o tym zadrapania na moich rękach :) Od dwóch dni utyka na przednią łapkę, która spuchła. Musiała się gdzieś uderzyć, jutro wybieramy się z nią do weterynarza. Serdecznie pozdrawiam i przesyłam zdjęcia Tashy,
Kasia

Opisy zdjęć:

1. Tutaj maleństwo bawi się myszką (zdjęcie zrobione mniej więcej tydzień po adopcji)
2. Pije mleczko, kilka dni po adopcji
3. Leniuszek, zdjęcia z listopada 2007
4. Oślepił ją błysk flesza, również listopad


Aktualizacja - marzec 2008:
W tym miesiącu Tasha kończy rok. Ma się dobrze, łapka była tylko stłuczona, regenerowała się tydzień ;] Nadal jednak kotka nie traci swego temperamentu i wciąż zachowuje się jak kociak. W pewnych momentach jest to kłopotliwe :) Kupiłam jej kocią smycz, więc gdy na wiosnę wyjedziemy na działkę, spróbuję pójść z Tashą na spacer. Może jej się spodoba... ;]
Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości w opiece nad bezdomnymi kotkami,
Kasia



TOMEK

Witam,
Przesyłam aktualne zdjęcie mojego kotka - Tomka - adoptowanego przez moją rodzinę 6 lat temu. Wyrósł na wielkiego kocura , nigdy nie chorował, dominuje całkowicie nad wszystkimi domownikami i jest naszym oczkiem w głowie. Nie wychodzi na zewnątrz - i nigdy odkąd go mamy tego nie robił. Polecam wszytkim kochającym zwierzęta Azyl Pani Ireny, także w przekazywaniu 1 % dochodu - co właśnie rodzinnie robimy. Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości przy pomocy naszym małym braciom.
Małgorzata



KUBA

Witam,
oto kotek którego adoptowaliśmy w sierpniu ma na imię Kuba :) Jest mu u nas bardzo dobrze, jest całkowicie zdrowy. Postaramy sie przysłać więcej zdjęć kotka :)
Pozdrawiamy wraz z Kubą,
Wiktor



SZCZENIACZEK

Witam,
przesyłam kilka zdjęć adoptowanego tydzień temu białego szczeniaczka. Zaraz po przyniesieniu był bardzo wystraszony i od razu schował się za łóżko. Wykąpaliśmy go, nakarmiliśmy, a on bez przerwy siusiał na dywan. Przez pierwsze dwa dni rzucał się na jedzenie a potem zaczął wybierać sobie ziarenka karmy i chodzić z nimi po całym domu. Przestał bać się wszystkiego, co go otaczało i teraz sam chodzi po mieszkaniu i śledzi każdego z nas, oczywiście mamę najbardziej. Śpi także z mamą, grzecznie całą noc, po czym rano siusia na kołdrę. Przyzwyczajamy się jednak do wczesnego wstawania i wychodzimy z nim kilkanaście razy w ciągu dnia (przed dom), dzięki czemu rzadziej siusia w domu i już chyba wie, o co chodzi ze spacerami. Przez pierwsze dni baliśmy się, że pies zostanie nazwany Smętek bo był wystraszony i nie bardzo chciał się bawić. Teraz jednak jego ulubioną zabawą jest ... gryzienie wszystkich i to bardzo mocno! Bawi się też piłką i "gałgankiem". Uwielbia być w centrum uwagi i absolutnie nie pozwala nikomu spać w ciągu dnia. Każdy, kto go widzi od razu zakochuje się w tej skaczącej kulce! Pozatym po prostu przepada za kąpielą, nie pozwala domownikom spokojnie się kąpać i chce wskakiwać do wanny :) Niestety, nie wybraliśmy jeszcze odpowiedniego imienia bo żadne nam jakoś do niego nie pasuje, chwilowo wołamy na niego Franek. Jedno jest pewne - ta niepozorna z początku kulka to straszny łobuz, który wniósł życie do naszego domu.
Będziemy informować na bieżąco co się u nas dzieje no i na pewno napiszemy jak piesek ma na imię :)
Pozdrawiamy serdecznie!
Karolina, Paulina i rodzice



KIMI

Witamy,
chcemy powiadomić, że kotka, która przybyła do nas z akcji adopcyjnej w Arkadii w dniu 26.01.2008, ma się dobrze (na dowód załączamy zdjęcia). Nasza córka nazwała ją Kimi. Na początku byla zalękniona, szczególnie wówczas, gdy widziala naszego kocura (Kuniego). Kiedy się zbliżał - prychała i "warczała" groźnie. Po kilku dniach było już spokojnie. Teraz jedno chodzi za drugim, ocierają się o siebie i czasami razem śpią. Kimi jest milusińska, ma dobry apetyt i wzorowo korzysta z kuwety (najczęściej Kuniego).
Serdecznie pozdrawiamy Panią Irenę i sympatycznych Wolontariuszy,
Agatka, Katarzyna i Jan,
Warszawa



FREDZIO vel PIMPUŚ

Witam,
Uprzejmie donoszę, że Pimpuś, przemianowany na Fredzia ma się dobrze. Świetnie się zaklimatyzował w nowym domku. Juz nie czuje się zagubiony, jest bardzo żywy i jednocześnie kochany. Chętnie mruczy i śpi na kolanach (prawdziwa przylepa!)
Aktualizacja - luty 2008:
Witam,
Kotek czuje się bardzo dobrze. Zaklimatyzował się błyskawicznie. Lubi biegać po domu i zwiedzać wszystkie kąty. Bezbłędnie zlokalizował swoją kuwetę. Chętnie śpi na kolanach, mruczy wtedy zadowolony. Wieczorem pakuje się do łóżka :)
Sama radość !!! Serdecznie polecam wszystkim adopcję kociego przyjaciela.
Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka



KOCIAKI Z AKCJI ADOPCYJNEJ I

Podczas przeprowadzonej akcji adopcyjnej kolejni nasi podopieczni zostali zaadoptowani. Mają już swoje domki i kochających opiekunów. Z niecierpliwością czekamy na listy i zdjęcia naszych już ekspodopiecznych w ich nowych domkach :)



KOCIAKI Z AKCJI ADOPCYJNEJ II

Kolejny nasz podopieczny został zaadoptowany przez prawdziwych miłośników zwierząt, Państwa Twardowskich. Pan Maciej Twardowski bezinteresownie pomaga naszemu schronisku przekazując w darze foldery. Czekamy na obiecane zdjecia rudaska w nowym domku i relacje. Na zdjęciach: Pan Maciej z dwoma córkami.



PARKA

Bardzo się cieszymy, że kolejna parka naszych podopiecznych (koteczka i kotek) zostały zaadoptowane. Już śpią w nowym, przytulnym, ciepłym domku i mają kochających opiekunów. Niech się zdrowo chowają i dostarczają domownikom wiele chwil radości :)



LULU vel BALBINKA

Witam :-)
Jeszcze raz bardzo dziękuję za cudowną Balbinkę, która wczoraj wraz z nowym domem dostała nowe imię Lulu. Kicia czuje się świetnie, ma duży apetyt - na razie pobiera lekcje korzystania z kuwety i jest to coś dla niej nowego, ale wierzymy ze pojmie to w mig. Od pierwszego wejrzenia zakochał się w niej mój syn Jasio i suczka Buba, więc jest tutaj rozpieszczana. Jeszcze raz obiecuję że będziemy o nią dbać i na zawsze zostanie już z nami. Będziemy w kontakcie, pozdrawiam
Katarzyna

Aktualizacja - Styczeń 2008

Witam:)
Moja adoptowana koteczka Lulu aka Balbinka została już wysterylizowana i właśnie wróciła do domu. Koteczka jest wspaniała, strasznie za nią wszyscy tęskniliśmy podczas jej pobytu w szpitalu. Przesyłam jej zdjęcie.
Serdecznie pozdrawiam,
Katarzyna



RUDY

Szanowni Państwo,
chcę pokazać, jak się zaaklimatyzował u mnie kot Stefek (obecnie przemianowany na Rudego). Odebrałem go 21 grudnia od Pani Elżbiety z Ursynowa i przewiozłem do siebie na wieś. Kot bardzo szybko poczuł się jak u siebie w domu i już pierwszego dnia porozstawiał po kątach oba mieszkajace tam koty - Majkę i Kacpra. Następnego dnia - pomimo wizyty u weterynarza (badania krwi) - świetnie się bawił zabawkami, przychodził na kolana i interesował się wszystkim w domu. Okazało się, że hormony grają w nim tak mocno, że zaznaczył pół domu i pobił kilka razy kotkę Majkę. Trzeba było załatwiać kastrację na następny dzień, bo kotka bała się wychodzić z kąta pod łóżkiem. Kot jest nie do zdarcia - godzinę po zabiegu próbował wyjść z klatki a jak znalazł się w domu to biegał, skakał i dopominał się o jedzenie. Aż trudno było uwierzyć że jest po zabiegu i narkozie ! Podczas Świąt przeszedł przez kolana wszystkich gości i nikogo się nie bał ! To jest naprawdę wielka przylepa. Jest wszędzie, gdzie coś robimy. Lubi spać na kolanach i wprowadza masę życia do domu. A apetyt ma za kilku. Nie tylko przybiega do kuchni jak ktoś tam wchodzi ale potrafi usiąść przy misce i miauczeć o jedzenie. Już wie, że jest pełnoprawnym domownikiem. Nawet psa się nie boi, tylko jak suka śpi, to powoli podchodzi i ją obwąchuje albo zaczepia łapką za ogon.

Pozdrawiam,
Henryk



JASIO

Przesyłam zdjęcia Jasia. Trochę to zajęło, bo jest on trochę niesforny i trzeba się nieźle namęczyć żeby zrobić mu zdjęcie. Życzę wesołych Świąt !

Pozdrawiam,
Danuta



KOCIAKI


Witam !
Oto nasze kociaki, razem ze starą kocicą, która poczuła się ich mamą i bardzo troskliwie się nimi zajmuje.
Jak podrosną wyślę kolejne zdjęcia.

Pozdrowienia,
Adam i Magda.

Aktualizacja - grudzień 2007:


Dzień dobry,
przesyłam dalszy ciąg historii naszych adoptowanych w czerwcu "chłopaków", które w kąciku kotów zaadoptowanych nazywają się po prostu "KOCIAKI". "Chłopaki" są u nas już od ponad pół roku, rosną jak na drożdżach i szaleją jak opętani. Ta w środku na 1 zdjęciu to Ziunia, nasza 2 letnia koteczka, początkowo pełniąca obowiązki mamy a teraz prowodyrka najbardziej szalonych zabaw. Ten najmniejszy, z białym pyszczkiem to Hindi - najmniejszy rozmiarem, ale największy pieszczoch. Jeśli chce na ręce (a chce cały czas), sam na nie wskakuje. Pierwszy raz zrobił tak gdy Pani Irena pokazała nam go w Azylu (miał wtedy 4 tygodnie) i chyba tym, w połączeniu z rozanielonym mruczeniem, zdobył nasze serca! Misio z czarnymi brwiami to Hani - najbardziej nieśmiały, ale też najgrzeczniejszy z kociego towarzystwa. Nie dopomina się o pieszczoty, ale jest bardzo zadowolony gdy sami poświecamy mu czas. Po przywiezieniu z Azylu Hani i Hindi ważyli odpowiednio 700g i 400g a, ponieważ dopiero co przybyli do Azylu, stan ich zdrowia też nie był najlepszy. Teraz po odkarmieniu i wyleczeniu przeróżnych chorób są okazami kociego szczęścia. Ziunia, która na początku obraziła się na nas śmiertelnie i wytrwała w tej obrazie całe 3 dni, teraz nie rozstaje się z "chłopakami". I całą trójka szaleje każdego dnia i rozładowuje niewyczerpane pokłady kociej energii ...
ps. pozostałe zdjęcia: Ziunia & Hani oraz Ziunia & Hindi.

Pozdrowienia,
Adam i Magda.



ŁOBUZ

27/10/2007 przyszłam do Arkadii na zakupy. Wstąpiłam do Kakadu i od razu zakochałam się w jednym z Szarych Braci. Był mały, spokojny, wystraszony, ale zarazem ciekawy świata za tą małą klatką. Urzekł mnie bardzo .... :)
Zabrałam go do siebie. Schował się za pralką i przez godzinę nie chciał wyjść, ale potem ciekawość zwyciężyła ... Niepewnym krokiem zwiedzał mieszkanie i bał się nawet swojego cienia. Okazało się że jest mocno przeziębiony i przez dwa tygodnie musiał brać leki i zastrzyki. Teraz jest pięknym, szczęśliwym Kotem. Z racji charakteru nazwałam go Łobuz. Teraz jest pełen energii, szczególnie wcześnie rano kiedy śpię :) Budzi mnie i chce się bawić, a jak się zmęczy domaga się pieszczot. Jest taki jakiego chciałam mieć - pełen energii i sam przychodzi do mnie się przytulać. Wiem, że jest mi wdzięczny i mnie kocha ...
Przesyłam parę zdjęć - może inni też zdecydują się mieć w domu takie małe "Cudo" :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję, że są ludzie tacy jak Wy.
Małgorzata



CZARNULKA

Miło nam poinformować, że adoptowana w ubiegłą sobotę przez nas Czarnulka zadomowiła się bez problemów i zaprzyjażniła z naszym dwuletnim Zenkiem (kocurkiem). Jest bardzo wesoła, odważna - apetyt ma znakomity ! Cudownie mruczy, jedynie nie daje się jeszcze od razu pogłaskać, ale złapana nie wyrywa się i jest spokojna i chętna do zabawy. Kicia razem ze swoim kolegą zgodnie korzystają z kuwety. Dziękujemy i pozdrawiamy pracowników i przyjaciół Kociego Azylu.

Sylwia i Wiesław



FIONKA


Miał być Gucio. Jak to zwykle bywa - jest Guciowa. Wraz z moją połowicą 20 października tegoż roku, stawiłyśmy się na akcji adopcyjnej w Arkadii z pełnym wyposażeniem, znaczy się żwirek w plecaku i transporter w ręce. Czekałyśmy przytupując z emocji, aż się doczekałyśmy. Uparłam się, żeby wziąć najsmutniejszego kota, takiego, który schowa się w kącie i będzie żałośnie wyglądał. A idealnie, żeby był kocurem ... No i znalazło się takie małe, biedne i w ogóle, tyle że kotka. W głębi duszy wiedziałam, że wzięłabym choćby ślepego, kulawego i łysego kota - byle kota. A jeszcze lepiej wszystkie. Na te wszystkie nie mam warunków, ale taką bidę sztuk jeden - owszem. Po wielkim zamieszaniu, w hałasie i całej reszcie, zapakowałyśmy naszą zdobycz do transportera i pognałyśmy do domu. Pomimo obaw Pań z Azylu, nasz bardzo bojowy pies rasy rottweiler bardzo się zdziwił widząc nowego domownika, który na dodatek prychał. Jasper, znaczy się nasz Pogromca Kotów, kociaka obwąchał, obejrzał, odwrócił się i poszedł spać. Oczywiście nie na swoje łóżko, tylko rodziców. Bo większe. Kicia była wystraszona i od razu czmychnęła za szafę. Udało nam się namówić ją na rosołek z kurczakiem i warzywami. Zjadła dwie dokładki. Żwirek najwyraźniej ją zaskoczył, bo nie wiedziała co z nim zrobić. Pognałam więc po piasek, potem suszyłam go suszarką i wymieszałam ze żwirkiem. Kotek wtedy zaskoczył. Teraz już piasku nie potrzeba, żwirek zaakceptowany. Po długiej naradzie ustaliliśmy, że kocisko nazwiemy Fionka. Pierwszej nocy nie przeżył jeden kwiatek, a my prawie nie spaliśmy, jako że Fionka zdecydowała się zwiedzić dom i gdzie tylko mogła, tam wlazła. Co rusz dobiegały do nas tajemnicze i podejrzane dźwięki. Więcej ofiar nie było. Przy okazji zauważyłam, że kicia kicha, więc na drugi dzień pojechałyśmy do zaprzyjaźnionej z wszystkimi kociarzami lecznicy na Białobrzeskiej. Fionka dostała tabletki na katar, kropelki do oczek i worek porządnej karmy. W dalszym ciągu bała się nas, ale wieczorem zaczęła bawić się i mruczeć ! Biegała po pokojach tupiąc jak mały hipopotam. Kawałek zmiętej kartki na podłodze stał się super zabawką. Pies tylko patrzył co się w tym domu dzieje, a gdy Fionka przypadkiem wpadała na niego jeżąc się jak szczotka do butelek, patrzył z wymowną miną: czego to małe ode mnie chce ?! Druga noc była spokojna. Rano znalazłam kicię śpiącą w najlepsze na kanapie. Już na nas nie prycha, lecz nadal nie pozwala się głaskać, chyba że uda nam się ją złapać, to wtedy mruczy aż miło. Dzisiaj jest z nami już 5 dzień, ciągle nie daje się głaskać, ale już się spryciara nauczyła, że jak coś jemy, to warto wejść na kolana i wyciągnąć łapkę, szczególnie po łososia :-) Do psa ciągle się podkrada, ale Jasper ją ignoruje, dlatego bawi się przynajmniej jego piłką. Jest prześmieszna, często staje na tylnych łapkach podrzucając swoją zabawkę i skacze jak mała małpka. Katar już niemal ustąpił, lecz ma biegunkę. W przychodni już nas wszyscy znają. Leków brać ani myśli, żadne podchody z naszej strony nie skutkują, w związku z czym chodzimy podrapani :-) ale czego nie robi się z miłości ...


Grudzień 2007:

Witam serdecznie,
uprzejmie informuję,że pies kota nie zjadł ani kot psa :-) Fionka rośnie pięknie, już jest dwa razy taka, jak była. Mniej więcej miesiąc czasu potrzebowała, żeby przestać bać się podchodzić do nas. W tej chwili pcha się na kolana nawet bez zaproszenia. Rozrabia niesamowicie i codziennie z dziką pasją wygrzebuje ziemię z paprotki, o dziwo innych kwiatów nie rusza. śpi najczęściej na kanapie albo na moim łóżku, okazjonalnie wyleguje się na kaloryferze. Do tej pory narzekałam, że nasz pies nie daje nikomu zjeść spokojnie, bo zaraz siada obok i ślini się zaciekle. Teraz Fionka dołączyła i jet na tyle perfidna, że potrafi wsadzić łapę do talerza. Jednak robi coś, czego w życiu nie widziałam: siada na tylnych łapach, podnosi przednie na wysokość uszu i kołysze nimi. Widok jest zabójczy, pokładamy się ze śmiechu. Bestia jedna dobrze wie jak coś od nas dobrego wysępić. Robi jeszcze jedną fajną rzecz - generalnie wstajemy po 5 rano i ktoś z nas wychodzi na długi spacer z psem. Jasper oczywiście nie zrywa się od razu, bo jest patentowym leniuchem, ale za to Fionka wstaje, siada koło niego i mruczy mu nad uszami. Wtedy Jasper raczy wstać. Gdy wracamy ze spaceru natychmiast podbiega do psa, obwąchuje mu pysk i mruczy jak traktor. Jest śliczna i zdrowa, dzięki Wam mamy wspaniałą diablicę :-) Pozdrawiam serdecznie,
Marta



SISI

Witam,
i informuję, że szarobura koteczka "jak z reklamy Whiskasa", adoptowana wczoraj w CH Arkadia ma się dobrze. Zadomowiła się błyskawicznie, je chętnie zarówno suchą jak i mokrą karmę, pije mleko, korzysta z kuwety. W przyszłą sobotę Sisi razem z rezydentem Nemo trafi do weterynarza na oględziny i ustalenie terminu doszczepienia. Kociaki są na razie w fazie zapoznawczej - idylla jak na załączonym zdjęciu przeplatana kocimi bójkami :-). Pozdrawiamy,

3 dużych + 1 krówek + 1 buraska :-)




KONSTANCJA

Witam serdecznie,
7 listopada zaadoptowałam z Azylu koteczkę. Uprzejmie donoszę,iż podróż do Olsztyna zniosła znakomicie, po prostu połowę przespała. Bardzo szybko się zadomowiła i wszystkich domowników wprawiła w zachwyt swoją urodą i milusińskim charakterem. Nawet na psa już mniej prycha i mniej się go boi. Imię dostała na cześć swojego miejsca pochodzenia, nosi dumne imię Konstancja. Obiecuję z czasem wysłać zdjęcia jak rośnie i jak pięknie wygląda. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję.
Justyna z Olsztyna



RYŚKA

Witam! Adoptowalismy naszą kochaną Ryśkę parę miesięcy temu. Jeśteśmy niezmiernie wdzięczni Pani Irenie za ten futrzasty cud, za wyleczenie oczka, za opiekę podczas choroby. Kotka jest teraz zdrowa, jest rozrabiaką i jednocześnie bardzo kochającą i wdzięczną istotką. Ma niesamowity apetyt na kocięcy Hill's, budzi nas rano lepiej niż budzik, czasami trochę za wcześnie, :) ale nie sposób na nią gniewać się. Nawet mój mąż, który wcześniej nie przepadał za domowymi zwieżętami, po pracy bawi się z nią godzinami i rozpieszcza ją. Pozdrawiam serdecznie,

Irena z Piaseczna. :)




BURAS
został adoptowany

Buras już znalazł swoją nową właścicielkę, Panią Bernadetę, miłośniczkę zwierząt. Według słów Pani Bernadety, Buras pierwszego dnia zaczął już wychodzić ze swojego ukrycia i skradając się po cichu zwiedzał mieszkanie i z zaciekawieniem przygłądał się swoimi wielkimi oczyskami nowej Pani. Zjadł z apetytem przygotowaną dla niego przez Panią Bernadetę rybę i poszedł spać. Z niecierpliwością czekamy na dalsze relacje.




MACIEK
został zaadoptowany

Maciek również znalazł nowy dom. Zaadoptowała go wspaniała Rodzina, która mieszka w domu z ogrodem, posiadającym wszelkie zabezpieczenia przed wyjściem Maćka poza teren posesji. Mamy nadzieję, że ruch i zabawa na świeżym powietrzu przysłużą się temu, że Maciek straci nadwagę i stanie się przystojnym kawalerem skorym do bardziej energicznej zabawy niż poruszanie w trakcie zabawy w promieniu 1-1,5 m :) Czekamy na zdjęcia w nowym domku i dalsze relacje.




JASIEK

Dzień dobry,
Przesyłam zdjęcia Jaśka w pierwszym dniu pobytu u nas (adoptowanego w sobotę, 20.10.2007). Muszę powiedzieć, że tak łebskiego kota to ja w życiu nie spotkałam. Płaczemy ze śmiechu obserwując jego wymyślne zachowania. W domu otrzymał imię Jan V Uparty i w niektórych jego wyczynach faktycznie można się dopatrzeć istnie książęcych manier J (nie sypia w innej cześci łóżka, jak tylko na poduszce). Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za okazane nam zaufanie,
Paula




TRZĘSAWKA

Trzęsawka została adoptowana! Nasza Trzęsaweczka została zaadoptowana przez wspaniałą Panią Agnieszkę. Według słów Pani Agnieszki, Trzęsawka przeszła zmianę otoczenia bezstresowo, weszła do nowego domu, jak do siebie :) Zaprzyjaźniła się z pozostałymi domownikami (pieskiem i kotką). Życzymy Pani Agnieszce wiele radosnych chwil z naszą Trzęsaweczką, niech się zdrowo chowa!




KOTKA TRICOLOR

Dzień dobry :-),
wczoraj z Azylu wzięłam 3-miesięczną koteczkę tricolor. Jak się okazało w domu, kocia jest bardzo odważna, kontaktowa, śmiała i bardzo skora do zabawy (bawiła się już po 30 minutach od przyjazdu). Zachwyciła mnie bezbłędną umiejętnością korzystania z kuwetki. W załączeniu przesyłam zdjęcia zrobione w drugiej godzinie jej pobytu u mnie. Jeszcze nie zdecydowałam jak jej dać na imię - waham się pomiędzy Sonatą, Kantatą a Trini:)
Pozdrawiam,
Danuta.

Aktualizacja 10.10.2007:
Już prawie trzy miesiące (od 17 lipca) Trinka jest ze mną. Kicia jest przesłodka - już nie wyobrażam sobie domu bez niej. Rośnie w oczach, jest zdrowa i sprawia wrażenie bardzo zadowolonego kotka. Jest bardzo towarzyska i śmiała, niczego się nie boi (no może oprócz silnika autobusu lub samochodu). Nowe miejsca zwiedza odważnie i, co jest często powodem mojej zazdrości, idzie śmiało do każdej nowo poznanej osoby.





NITKA
Niedawno adoptowana koteczka - jak widać na zdjęciu, z aklimatyzacją problemów nie było :-)



KRÓLICZEK


Dobry wieczór,
przesłam zdjęcia króliczka w nowym domu. Mały dostał na imię Kubuś Puchatek. Pomalutku poznaje domowników. Zdaje się że wyrośnie na dzielnego królika, bo mimo króliczej ostrożności ciekawość przeważa i Kubuś wszędzie wtyka swój nosek.

Pozdrawiam,
Beata



KOCUREK


Dzień dobry,
Przesyłam Państwu zdjęcia waszego "telewizyjnego niedźwiadka". Kocurka zaadoptowaliśmy w grudniu przed świętami i teraz jest czołową postacią w domu. Nasza 6-cio letnia kotka mu się nie daje, ale 11-letni kocur jest już zdominowany całkowicie. Tak więc wszystko jest z malcem w najlepszym porządku, a ja dziękuję za zaufanie.

Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Zbigniew.



ZILDIJAN


Dzień dobry :)

Pod koniec zeszłego roku, tak przełom listopada i grudnia wpadliśmy na genialny pomysł (chyba jeden z najlepszych w naszym życiu ...) odwiedzenia Kociego Azylu. Powód był dość bolesny, ponieważ kotek na którego długo czekaliśmy niestety zachorował i nie przeżył. Postanowiliśmy w zamian przygarnąć jakąś kocią sierotkę ... Wytyczne były trzy:
- kociątko małe,
- rude,
- dziewczynka.

Wyszliśmy stamtąd z kocim podlotkiem, płci męskiej o sierści rodem jak z reklamy Whiskas'a :))))) Kocurek i jego nadzwyczaj wielkie i zielone oczy po prostu nas oczarowały. Zildijan (nowe imię) okazał się kocim inteligentem, co ma diabła za skórą. Iście piorunująca mieszanka. Wychowuje się z króliczką i wielkim berneńczykiem. Przejął zachowania zarówno jednego jak i drugiego ;) Wita nas na progu, jest przerozmowny, wystarczy tylko go o coś spytać. Uwielbia spać z nami w łóżku przy czym rozpycha się niemiłosiernie. Śladu nie ma po biednym, przestraszonym kotku, znalezionym na cmentarzu dla ... psów.

Nawet nie umiem powiedzieć, jak wdzięczna jestem Państwu za tego małego łobuziaka :))))
Dołączam parę zdjęc - przed i po.

Pozdrawiamy Magdalena, Kacper i ... Zildijan.
P.S.
1-sze zdjęcie jest robione zaraz w pierwszy dzień pobytu "maluszka" u nas ;) - reszta z ostatnich tygodni :)



COALA vide KACPEREK

Tak było (cytat z kącika adopocyjnego):
"Wyjątkowo ruchliwy i ciekawski otoczającego go świata Kacperek ma ok. 8 tygodni. Został znaleziony jak błąkał się samotnie w trawie. Kacperek jest rozbrykanym, żywiołowym maleństwem uwielbiającym zabawę tak samo, jak inne kociaki w jego wieku."
A tak jest:
Witamy, od wczoraj (6 maj 2007) jesteśmy posiadaczami pięknego maleństwa adoptowanego w Azylu w Konstancinie. "Coala" już podbił nasze serca. Pięknie zjada, bawi się i próbuje zaprzyjaźnić z dwójką pozostałych kotów. Będziemy na bieżąco przesyłać informację o nim.
Z pozdrowieniami dla Pani Ireny,
Marta i Fabian

18 czerwiec 2007:
Witamy,
Obiecaliśmy na bieżąco informować o Kacperku, bo takie imię mu pozostawiliśmy. Lepiej oddaje charakter naszego "łobuziaka". Kacper jest z nami już ponad miesiąc. Bardzo martwiliśmy się, że pozostała dwójka będzie go męczyć, a okazało się, że to on rozstawia ich po kątach. W tym małym ciałku jest 100% zabawy !!! Na dobre zaprzyjaźnił się z najstarszym kotem - Filemonen, któremu bardzo poprawiła się kondycja przy młodszym "bracie" (nieustanne zabawy). Jedynie nasza kotka Beksa traktuje go z dystansem, ponieważ Kacper zbyt intensywnie wkracza w jej spokojne życie. Jest bardzo natarczywy w okazywaniu jej swoich uczuć.
Pomimo kilku ciężkich dni cieszymy się, że mały mieszkaniec Azylu trafił do naszego domu,
z pozdrowieniami dla Pani Ireny,
Marta i Fabian




KOTY PANI AGNIESZKI

Mieliśmy już jednego kota pieszczocha w domu, ale doszliśmy do wniosku, ze niebezpiecznie przybiera na wadze i przydałoby mu się jakieś towarzystwo do rozruszania. Wybraliśmy się do Konstancina w celu adopcji kotki. Najpierw pokazano nam kociaki, a potem zaproponowano wzięcie kotki, która była bardzo smutna i nie chciała nic jeść od czasu, jak przebywała w Azylu. Długo się nie zastanawiając wzięliśmy kotkę. Na początku była dzikuską i trochę szalała. Karnisze i parę innych rzeczy padło ofiarą. Na początku trochę gryzła się z kotem, ale niewątpliwie rozruszała go. Uciekła nam raz jeszcze w Warszawie, ale znalazła się sama wieczorem. Potem wychodziła już legalnie na spacery po tarasie. Nie omieszkała też spróbowac tego samego w Londynie. Tym razem miała trudniej, bo nie mogła już sama wrócić. Poczekaliśmy do nocy i całkowitej ciszy, otworzyliśmy okno i zaczęliśmy ja wołac. Okazało się, że siedziała w ogrodzie sąsiadów, a na dźwięk naszego wołania zaczęła miauczeć głośno jak syrena. W niedalekiej przyszłości będzie miała swój własny ogród do dyspozycji i będzie mogła szaleć do woli. Przez te 4 lata z dzikuski stała się pieszczochem, ale nie jest jeszcze typowym kotem kanapowym.

Oto zdjęcia naszych kotów i ich wycieczki samolotem do Londynu: KLIK !

Pozdrawiam, Agnieszka.




BRERA

Prawie rok temu w Kocim Azylu znalazłam najwierniejszą przyjaciółkę i największe szczęście na świecie. Brerka to najwspanialszy kot jaki zaszczycił nasz dom swoją obecnością. Adoptowałam ją w sierpniu 2006 roku i od tego czasu, jesteśmy szczęśliwi jak nigdy dotąd i staramy się by nasz kot był zadowolony ,że do nas trafił. Brera to żywe srebro, biega, skacze, gryzie, bardzo lubi ruch i zabawę. Po prostu trudno ją opanować. Nie odstępuje domowników na krok i towarzyszy nam w domowych zajęciach (jak każdy kot uwielbia gotowanie i wożenie się na mopach). Nauczyła się sama aportować patyki i z każdej wycieczki do ogrodu przynosi przynajmniej jeden. Pokochała wszelkie pudełka, od tych po pizzy po duże pudełka po produktach spożywczych. Tekturowych domków kocich jest pełno u nas w pokojach. Brerka w nich sypia, atakuje nas z nich i ostrzy o nie ząbki. Sypia ze mną pod kołderką z główką na poduszce mrucząc mi do ucha. Nie lubi obcych więc zdarza się ,że wita gości fukaniem. Najlepszą zabawę ma gdy ja się kąpię - wtedy to do wanny przynosi wszystkie myszki i zabawki, a gdy lądują w wodzie kot próbuje je łowić. Brerka zawsze bardzo pilnuje mnie w czasie moich kąpieli, siedzi na brzegach wanny jakby bała się, że woda mi coś zrobi. Na szczęście kot nie lubi wody i nie kąpie się ze mną. Brerka posiada bardzo mocny koci charakter i dzięki temu umie nas sobie podporządkować. Staramy się je poświęcać maksymalnie dużo czasu, tak układamy plan dni by kot jak najmniej był sam w domu i nie odczuwał samotności. Narazie przyzwyczajamy ją do wychodzenia samodzielnego do ogrodu i oczekujemy na sterylizacje. Mamy z kotem jednak mały problem, okazało się ,że mała ma straszne uczulenie na jad osy i już dwie wyprawy do ogrodu skończyły się na zastrzykach u weterynarza. Nie spodziewałam się tego ,że koty mają takie dolegliwości ale i tak kochamy Brerkę. To naprawdę najwspanialszy kot na świecie i ma niepowtarzalny koci charakter, i mam nadzieje ,że zapewniamy jej wszystko czego ona od nas oczekuje.

Pozdrawiam,
Anna (i Brerka)



NIEBIESKA KICIA - De-molka ;-)

9 styczeń 2006
Pierwszy dzień (a dokładniej wieczór) był ciężki, zaraz po przyjeździe do domu schowałyśmy się pod szafą. Na pierwszy rzut oka, widząc małą szczelinę pod szafką wydawałoby się to niemożliwe a jednak kici się udało.

10 styczeń 2006
Dzień drugi minął w tym samym miejscu. Na nic zdawały się smakołyki podsuwane pod pyszczek, kuweta też stała nienaruszona.

11 styczeń 2006
Rano obudziły mnie odgłosy kici zwiedzającej pokój. Najlepszym miejscem widokowym stała się półka nad telewizorem, zresztą zegar który nad nią wisi skradł chyba kocie serce, dostąpiłam też zaszczytu wskoczenia na moje łóżko, przez chwilkę popatrzyłyśmy sobie w oczy po czym kicia zaszyła się ale tym razem jak się okazało pod moim łóżkiem. Wieczorem zaczęła jeść a w nocy zrobiła ponowny obchód mojego pokoju oraz zaznajomiła się z kuwetą.

19 styczeń 2006
Mija 10 dzień jak jesteśmy razem. Postępy idą małymi kroczkami ale każdy dzień przynosi polepszenie stosunków. Wczoraj zaczęła wychodzić za dnia spod łóżka co nie miało miejsca wcześniej (rzecz jasna jak nikogo nie ma w pokoju). W nocy nie zważając na moją obecność napełnia brzuszek i buszuje po moim pokoju. Obserwujemy się już nie z lękiem lecz z zaciekawieniem.

Wiem, że zapewne minie jeszcze sporo czasu zanim nie będzie się bała w ciągu dnia, przy nas, wędrować i polegiwać. Ale obserwowanie jak każdy dzień przynosi przełamanie pewnej bariery jest niesamowite. Kicia po kilku chudych dniach apetyt ma spory co mnie bardzo cieszy, mlaskanie w jej wykonaniu jest słodkie.

Zdjęcia jeszcze nie udało mi się zrobić, gdyż musiałby to być aparat z noktowizorem. Ale jak tylko się uda, na pewno prześlę je, wraz z dalszymi wieściami z kociego frontu.

----------------------------

Minęło już 6 tygodni odkąd kicia jest z nami. Jak widać zapracowała na swoje imię, kto by przypuszczał, że pełna gracji kocica będzie na początku skakać niczym słoń w składzie porcelany - oczywiście przesadzam bo nie rozrabiała za bardzo, ale pierwsze pełne lęku skoki sprawiały, że meble pod kocimi łapkami trzeszczały. Teraz jest już o wiele lepiej i ciszej. Każdy dzień, to krok dalej do nawiązania przyjaźni kot-człowiek. De-molka już nie spędza całego czasu pod łóżkiem lecz na nim, a kiedy ja pojawiam się na horyzoncie maleństwo przenosi się nad telewizor (gdzie przesypia noc), lubi też przesiadywać na oknie. Od dwóch dni zdarza nam się nawet ucinać na łóżku wspólne drzemki. O pozwoleniu na pogłaskanie mogę chwilowo tylko pomarzyć ale na wszystko przyjdzie pora… Przesyłam kilka zdjęć, jak widać zaczynamy czuć się powoli jak u siebie…a i przybyło nam kilka deko ;)

----------------------------

Kwiecień 2007
Witam serdecznie ...
Przeszło już rok jak jesteśmy razem ... przeszłyśmy pewne perturbacje ale chyba , to one właśnie zjednoczyły nasze siły ku przełamaniu się ...
... ale od początku ... przyszedł dzień kiedy zachowanie naszej kici wzbudził nasz niepokój, gdyż jak na wysterylizowaną zachowywała się bardzo dziwnie acz wręcz podręcznikowo jak na niewysterylizowanego kota ... I tak tuż przed zeszłorocznymi kurczakowymi świętami De-molka przeszła zabieg, pokazując w lecznicy, że kot ma wszak niezłego pazura ;) Kiedy kitka była jeszcze pod działaniem narkozy nadszedł dla nas długo oczekiwany moment pogłaskania kota. Bo żeby nie było kicia się niełamała i nadal pozostawała nietykalska ;) Mijały tygodnie a De-molka nie dawała się dotknąć aż w końcu zaczęła robić podchody, w pewnej odległości od nas ocierała się o powietrze, zaczęła sypiać na mojej bluzie aż pewnego dnia ... poczułam dotyk kociego futra i tak z każdym dniem przełamywała swój strach a my zaznałyśmy uczucia radości z bliskiego obcowania z własnym kotem.
Teraz De-molka stała się najważniejszym członkiem rodziny, który ma pod swym pazurem wszystkich domowników i dobrze wie na kogo i jak spojrzeć by osiągnąć swój cel. Jest z niej taka przylepa, że aż trudno ująć to słowami, to tak jakby teraz odrabiała zaległości w kontakcie z nami. Maluszek wita nas niczym pies w drzwiach i trzeba zarezerwować sobie pierwsze 15 minut po przestąpieniu progu na mizianie kota bo nie ma zmiłuj ;) De-molka stała się promykiem słońca rozjaśniającym niebo w pochmurny dzień. Wypełniła pustkę jaka była w moim sercu i wywróciła nasze życie do góry nogami, ale właśnie tak powinno być.
Górą koty ;)
A nasze szczęście w kolorze nieba na szczyt ;)
PS. Przesyłam kilka fotek by zobrazować kocią przemianę, pozdrawiam,
Agnieszka



TOBY


Oto kilka zdjęć kocurka zaadoptowanego w październiku 2006. Miał wtedy około 6 miesięcy. Obecnie nazywa sie Toby.

Kot w worku pod biurkiem, odpowiedzialny za sieć komputerową, grudzień 2006.

Kot ze świnką morską w jej klatce, do której właził nieproszony ... zdjęcie z listopada 2006.

Bezwstydny kot, kwiecień 2007.

Portet na podłodze, grudzień 2006.

Serdecznie pozdrawiam,
Janusz


DWA KOTKI


Te małe kotki zostały dzisiaj (14.04.2007) już zaadoptowane. Czekamy na następne zdjęcia i relacje.
---------------


Witam serdecznie,
kociaki, które zabraliśmy wczoraj czują się świetnie. Białego nazwaliśmy Kropka (bo w plamki), pasiasty to Kreska. Jedzą grzecznie, rozrabiają i dają nam dużo radości. Przesyłam zdjęcia obydwu łobuzów :)

Pozdrawiam,
Paulina


FINKA


Witam!

Mój kot ma już 3 lata – dostałem go dzięki Wam.
Przeczytałem, że przydałoby się kilka fotek kota który ma się świetnie i trafił do mnie z Waszego Azylu.
Finka ma 3 lata - dostałem ją jak miała 4 tygodnie. Kotka ma się doskonale jest niezwykle aktywna. Jest dzielna, bo od pół roku mieszka pod nowym adresem. Nie miałem z nią nigdy żadnych kłopotów – no może alergia pokarmowa, ale właśnie sobie z nią poradziliśmy (uczulona na pszenice i kurczaka). Generalnie nie ma jak wołowina ze sklepu mięsnego zamiast przereklamowanych Whiskas, Kitikat czy nawet Royal.
Dziękuję i serdecznie pozdrawiam,
Karol.


DIEGO


Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do obejrzenia mojej historii :)

"Z pamiętnika Diego ..."

LINK 1 - format MS PowerPoint [839 KB],
LINK 2 - format OpenDocument [750 KB].


SZAREK

Wyprowadziłem się od Was już prawie rok temu.
Zadomowiłem się bardzo dobrze w moim nowym domu. Mam starszą przyrodnią siostrę i przyjaciela, psa Kanisa. On jest bardzo duży, ale tak przyjacielsko nastawiony do kotów, że bawimy się we trójkę wspaniale ! Moja siostra jest wysterylizowana i zawsze opowiada mi jaki ma teraz spokój wiosną. A ja chodzę i miauczę po kątach !!! Może by się tak wykastrować w Azylu ? Urodziłem się w maju 2006 - to już chyba pora ? Wszyscy by odetchnęli, bo teraz moi państwo boją się otworzyć drzwi przedemną bo w okolicy jest dużo dzikich kotów i nie chcą żebym z nimi uciekł i zabłądził ... Moja starsza siostra wychodzi na dwór, a mnie pozostał tylko żwirek. A tak bym z nią i Kanisem pobiegał po podwórku ...


MANIEK



Witam!

W styczniu wzięliśmy od Państwa kota - nosił pseudonim Wilczek. Teraz nazywa się Maniek i jest już zdrowy - nie kicha i nie kaszle, ma czyste uszka i wyleczoną rankę na brodzie. Zaprzyjaźnił się z naszą kotką, Funflem i razem biegają po domu, a jak jemy przy stole, Maniek wskakuje nam na kolana próbując dostać się do talerza :) - wszędzie jest go pełno i jest bardzo towarzyski.

Pozdrawiam,
Marta.


Witajcie !

6 grudnia 2006 adoptowaliśmy z Azylu dwie kotki. Na początek trochę wstępu. I przy okazji przedstawimy całą naszą trzódkę.
Uwaga dla zainteresowanych: warto mieć co najmniej dwa koty, nie nudzą się, zapewniają sobie niezbędny dla zdrowia kontakt fizyczny i psychiczny, a dla ludzi dwa koty to naprawdę cztery razy więcej radości.
Warto wiedzieć, że każdy kolejny kot w domu, to coraz mniejszy kłopot. Nam najtrudniej było się przestawić z jednego psa na psa i kota, a potem z jednego psa i kota na jednego psa i dwa koty, a potem to już poszło. Maleństwo 2,5-miesięczne biało-srebrne nazwaliśmy Sari, zdrobniale Sarenka (to pewnie z powodu dużych uszu i długich łapeczek) lub Serduszko. Maleństwo zdążyło już przeżyć dwie przykrości: najpierw było gdzieś znalezione jako koci ochłapek i przywiezione do Azylu, a potem jako zdrowy kociaczek zostało adoptowane… na jedną dobę i oddane z powrotem z powodu alergii. Gdy przyjechałyśmy z Justyną przyglądało się nam już nie tyle z nadzieją, co z ciekawością. Nie wiedziałyśmy co nas w niej urzekło (teraz już wiemy) i jednogłośnie postanowiłyśmy przyłączyć ja do stada. Na drugą kotkę namówiła nas Pani Irena; trudny przypadek, ale postanowiłyśmy spróbować. Jest to dorosła młoda kotka, Zytka, którą karmicielka Pani Ela przed zimą odwiozła do Azylu. Miała to być kotka domowa, która przed kilkoma miesiącami albo się zgubiła albo została ze swojego domu wyrzucona i zdążyła zaliczyć życiowe dno. W Azylu odmawiała przyjmowania płynów i pokarmów, szkoda było koci. Była właściwie prawie dzika, więc socjalizacja okazała się niezbędna.

SARI - ojej, coś nowego! Pewnie stąd ten wytrzeszcz. Ciekawe, na jak długo ?

ZYTKA – zdjęć brak, gdyż nie miało sensu fotografowanie ciemnej dziury pod łóżkiem. Nie wychodziła ani wołanie ani na karmienie, udawała, że jej wcale nie ma. Swoje ulubione przysmaczki (szynka, serduszka) zjadała w nocy, gdy nikt nie widział.

SARI – w ciągu jednej doby zlokalizowała kuwety, miseczki, drzewko, legowiska wszystkich domowników: czterech dwunożnych, pięciu kotowatych i jednej suni. I uznała, że jedno z nich jest dla niej idealne i od tej pory wszystkie noce przesypia z nami. Zdążyła też zapoznać się ze wszystkimi czworonogami. Najcieplej i najszybciej została zaakceptowana przez sunię (prawdziwa kociara). Z pozostałymi uporała się w ciągu tygodnia. Od razu też pokochała ludzkie rączki, szyjki i kolanka.

Bardzo szybko zaprzyjaźniła się z drobniutką, delikatną osieroconą roczną koteczką Ajszą; cudownie zabezpieczają sobie potrzebę kontaktów fizycznych i higienicznych, a także zaczynają się razem bawić i spać.

ZYTKA – udało się !!! - wyszła z ukrycia po 2-ch tygodniach i zdążyliśmy zrobić kilka zdjęć. No, może tu uda się przeczeka tę najnowszą burzę (na parapecie, w kąciku za drukarką).

Na drugim zdjęciu próba (nieudana) karmienia z ręki, kotka udawała, że w ogóle nie widzi tego przysmaczka. Wykazała jednak daleko idącą tolerancję i wyszłam z tej próby bez szwanku. No cóż, będziemy próbowali dalej. Chociaż właściwie postęp jest – jadła z miseczki w naszej obecności! Ale czujnie cały czas łypała na nas jednym okiem.


SARI – następnym spacyfikowanym kotuchem był 3-letni półdziki inwalida Pecik czyli Parapecik (częściowo niesprawna tylna łapka, zez i niedowidzenie jednego oczka, deformacja dolnej szczęki, brak niektórych zębów). Odkryła też w sobie zdolności bioterapeutyczne i próbuje swych sił na wszystkich po kolei.

ZYTKA – już na pewno wiemy, że kotka była wychowana jako jedyne zwierzę w domu. Nie toleruje suni i nie utrzymuje kontaktów z innymi kotami, choć jak widać na zdjęciu przysmaczek potrafi już zjeść w ich towarzystwie. Zamieniła ciemną dziurę pod łóżkiem na ciemny kąt pod stołem pomiędzy różnymi gratami tam stojącymi. Nie ma poprawy w relacjach z ludźmi, ale wygląda spod stołu na wołanie na jedzenie. Jest kotem „żartym” na swoje przysmaczki (od p. Eli wiemy co najchętniej je i wszystko się zgadza), potrafi zjeść swoje i z sąsiednich miseczek. Zytka została wysterylizowana 28.12.2006, 3 tygodnie po adopcji, ale umieszczenie jej w koszyku przed wyprawą do weta bez rozlewu krwi, to cud.
Oto zdjęcia całej naszej gromadki podczas posiłku - na ostatnim z nich: przyjaźń przyjaźnią, ale sunia chętnie pomogłaby dokończyć jedzenie :)

Na Polach Mokotowskich dokarmiam około siedem kotów. Wśród nich znalazła się kotka, podejrzewałam, że domowa. I 27.12.2006 r. odłowiłam ją do sterylizacji. Pojechała razem z Zytką. Okazało się, że faktycznie, domowa i w dodatku już po zabiegu. Nie miałam sumienia wypuścić jej z powrotem, bo w końcu zima, a ona tam mieszkała pod ukośnie postawioną betonową płytą. Została tymczasem u nas i zaczęłam szukać jej właściciela, być może zgubiła się, a wygląda na to, że była kotem wychodzącym. Na ogłoszenia nikt się nie zgłosił. Pewnie postaram się znaleźć dla jakiś dobry domek (na pewno nie trafi do Azylu). A warta jest tego: przytulanka, ale nie namolna, lubi dużo spać, bez kompleksów, grzeczna, spokojna, nie szaleje po meblach, nie niszczy, jada o stałych porach, i tak jak wszystkie nasze jest kuwetkowa. Ale podobnie jak Zytka musiała być bez innych zwierząt, nawet maleństwa nie toleruje, nie bije, raczej przed nim ucieka. Nazwałyśmy ją FREJA, już zaczyna reagować na to imię.

Na ostatniej fotce poniżej rzadki widok – cała szóstka kotuchów zgodnie przy jedzeniu:

2.02.2007 „odłowiłam” (czyli wzięłam na ręce i włożyłam do koszyka) kolejną kotkę, która dołączyła do podopiecznych w parku. Na koszt fundacji pani Małgosi Georgijew została umieszczona w lecznicy na Bełskiej celem leczenia i sterylizacji. Tej też już nie wypuszczę w teren, jest całkowicie ufna i jak mówią panie w lecznicy, jest aniołem, nie pożyłaby długo na wolności. Lada dzień odbieramy ją, no i cóż, powiększy się nasze stado. Dostała na imię MYSZA.

Wygląda na to, że potrzebne będą pilnie adopcje - nie zamierzamy zasilać schronisk tymi znalezionymi kotkami.

Minęło 10 tygodni od adopcji Sari i Zytki z Azylu. Sari – rośnie jak na drożdżach, jest najcudowniejszym kotem pod słońcem, jest spoiwem dla ludzi i zwierząt, jest dla nas niczym dar niebios. Zytka – no cóż, potrzeba mnóstwo czasu i cierpliwości, aby dołączyła do naszego grona, albo w ostateczności bardzo cierpliwego, odpowiedzialnego, spokojnego domu bez futrzastej konkurencji.

A poniżej reszta stada:
Sunia, lat 14, pochodzenie schronisko na Paluchu oraz Tygrysia, czyli Rysia albo Zaraza lat 6,5, adoptowana i wychowana przez Sunię, pochodzenie - piwnica w kamienicy.

Przy okazji chcemy podziękować Pani Irenie za wszystko co robi dla chorych, bezradnych, bezdomnych, porzuconych zwierząt.

Pozdrawiamy wszystkich serdecznie,
Barbara, Justyna (100% alergik na koty i psy) i Jacek, czyli delfiny.



LUFKA


Przesyłamy zdjęcia naszej Lufki, którą zaadoptowaliśmy w sierpniu zeszłego roku jako 3 miesięczną kotkę. Dziś Lufka ma już około 8 miesięcy, jest zdrowa, wesoła i ma piękną, miękką i błyszczącą sierść. Zadomowiła się na dobre, jest pełnoprawnym lokatorem, chociaż czasami odnosimy wrażenie, iż to ona ma najwięcej przywilejów w domu ...

Pozdrawiamy serdecznie,

Magda & Wojtek & Lufa




GINGER

Urodziłam się w magazynach na Białołęce. Któregoś dnia panowie ze Straży Miejskiej zabrali mnie i moich braciszków od mamy i zawieźli do Azylu. Moją mamę zostawili. Gdy po jakimś czasie ktoś przyszedł i zabrał moich braciszków, byłam bardzo samotna - nie miałam już nikogo ze swojej rodzinki, a byłam jeszcze maleńka, miałam niecałe dwa miesiące. 30 grudnia Duzi zawitali do Azylu rozważając wzięcie małej kotki, nie byli do końca zdecydowani, w końcu następnego dnia sylwester. Gdy Pani Irena dała tej Dużej mnie - szylkretowe maleństwo - na ręce, wtuliłam się w nią i ona zabrała mnie do domu. Na miejscu schowałam się pod kanapę, ale ona tak długo mówiła do mnie, że w końcu wychyliłam się stamtąd. Wzięła mnie na ręce i zaniosła do kuwety. Potem pokazała mi gdzie stoją miski. Gdy się najadłam wzięła mnie na kolana i głaskała, myślałam że wygłaszcze mi całe futerko. Trochę się jeszcze ich bałam ale oni byli cierpliwi. Zabrali mnie do weterynarza. Potwierdził, że jestem zdrowa jak rybka. Minęły już trzy tygodnie i teraz... zjadam im z ręki; sypiam na ich kolanach w najróżniejszych pozach, przypominam że jestem ważniejsza od czytanych gazet, bardzo się cieszę gdy wracają do domu witając ich w drzwiach, a w pozostałym czasie oczywiście bawię się :-) A teraz powiem wam w tajemnicy, że podsłuchałam jak mówią, że nie wyobrażają już sobie domu beze mnie

Ginger i jej Duzi: Agnieszka i Hubert




NASZKA

Dzień dobry,
zgodnie z umową przesyłam kilka zdjęć adoptowanej kotki. Nazywa się Naszka i chyba już się całkiem wykurowała bo bryka niesamowicie. Bezwzględnie domaga się głaskania i sama wskakuje na kolana. Zresztą co tu pisać, lepiej popatrzeć. Zdjęcia zostały zrobione niecały tydzień temu.

Pozdrawiam serdecznie,
Tomek




PIESEK

Ten piesek znalazł swój nowy dom aż w Krakowie ! :)




LOLA

Lola, sześciomiesięczna kotka którą adoptowaliśmy tydzień temu już czuje się wspaniale w nowym domku. Będzie z niej rozrabiaka :) Codziennie rano budzi mnie dawką pieszczot i głośnego mruczenia. Jest cudowna !




KOTKI z AZYLU
jeszcze nie mają imion

Oto informacje o kotkach, które wczoraj zabraliśmy z Azylu:
Podróż samochodem zniosły dobrze, chociaż z małym nieszczęściem pod koniec podróży, ale byliśmy na to przygotowani, więc lignina szybko załatwiła sprawę. Po przyjeździe do domu przepakowaliśmy kotki do dużej klatki i podkarmiliśmy. Zjadły co nieco, kocurek mniej, koteczka całkiem sporo, jednak wydawały się bardziej smutne niż zaniepokojone. Głaskać się pozwalały, chociaż niezbyt chętnie, ale bez syczenia i gryzienia. Trochę się rozglądały po mieszkaniu przez druty klatki, wydawały się zaciekawione, więc po kilku godzinach zdecydowaliśmy się je wypuścić - w mieszkaniu nie ma niedostępnych kryjówek, było organizowane pod kątem kotów. więc nie baliśmy się, że zaszyją się gdzieś definitywnie. Oczywiście natychmiast wlazły pod łózko i tam utknęły, ale postanowiliśmy je tam zostawić na noc, o ile nie będzie jakiegoś dramatu. Nasz kociak trochę się obraził i nie wchodził do pokoju, gdzie one były (ale dziś mu przeszło - myślę, że poszło mu o to, że początkowo klatka stała na środku pokoju i przeszkadzała mu w zabawie), zresztą do koteczki od razu ćwierkał radośnie "mrrrrt, mrrrrt", kocurka co prawda najpierw sfukał, ale potem ignorował, więc zostawiliśmy towarzystwo tam, gdzie było i położyliśmy się spać. Noc przeszła dość spokojne, wyjąwszy to, że koteczka zjadła prawie całą porcję naszykowaną dla nich obojga i nad ranem zwymiotowała, ale bardzo kulturalnie i cichutko. Myślę,że to z powodu stresu i przejedzenia, ale będę ją obserwować. Załatwiały się natomiast bohatersko do kuwetki, choć wymagało to wyjścia spod łóżka - kuwetę postawiłam obok, bo pod łóżkiem nie zmieściłaby się. Jednak rano nigdzie poza kuwetką nie było nabrudzone. No, ale widać było, że po tak długim przebywaniu w klatce nie podoba im się otwarta przestrzeń i czują się w niej źle. Rano więc złapaliśmy oba (okazało się przy tym, że kocurek jest mistrzem w wynajdowaniu kryjówek ! Ale na szczęście w naszym mieszkaniu nie ma miejsc dostępnych dla kotów a niedostępnych dla ludzi) i powędrowały do klatki ustawionej w spokojnym miejscu i osłoniętej ( w załączeniu przesyłam zdjęcia). Na razie odpoczywają, co jakiś czas tylko zaglądam do nich i głaszczę - głaskanie jest bez problemów, koteczka nawet zaczęła podstawiać bródkę. Pokazywałam im różne zabawki - ale na razie są zanadto przestraszone, choć początkowo wydaje się, że są zainteresowane. Poczekam, aż odeśpią ostatnią noc i nerwy, i będę cierpliwie próbowała je rozruszać. Nie mamy jeszcze imion dla nich, poczekamy, aż pokażą nam, jakie są. Będę informować, jak kociaki się czują, tymczasem zaś pozdrawiam serdecznie,
Anna.

Następne wiadomości:

Kociaki następną noc po przyjeździe również spędziły poza klatką, ale w dzień zamknęliśmy je znowu i zabawialiśmy i głaskaliśmy. Pod wieczór koteczka sama wyciągnęła nosek do mojego palca i go polizała - poprzednio zlizywała mi z palców śmietankę (łakomczuszka z niej! :-), a kolejny raz oblizała sam palec. Kocurek był mniej chętny do pieszczot, choć się też nie odsuwał. Pokazywaliśmy im różne zabawki, ale bez efektu. Dużo też bawiliśmy się przed klatką z naszym kociakiem. Następną noc koty spędziły w klatce, bardzo spokojnie, nienagannie korzystając z kuwetki. Wczoraj rano znowu otworzyliśmy klatkę. Pierwszy wymknął się kocurek, koteczka jeszcze sobie drzemała i pozwalała się głaskać. Potem i ona wyszła, wlazła za bratem pod kredens i siedziały tam obydwa z godzinę. Potem kotka wyszła i dość śmiało zaczęła się rozglądać. Na to oczywiście zerwał się nasz Polduś z radosnym ćwierkaniem no i się zaczęło - gonitwy po całym mieszkaniu, zabawa w berka i w chowanego. Niedługo potem wyszedł kocurek, więc Poldek zostawił koteczkę i zaczął nagabywać kocurka, żeby ten się z nim bawił, ale jakoś nie mogli się dogadać - Poldek to wulkan energii, a mały pewnie chciał się spokojnie rozejrzeć. Prawie cały dzień ganiali się we trójkę po mieszkaniu - koty właziły pod kredens, gdzie zrobiły sobie kwaterę główną, ale zaraz wyłaziły i znowu były gonitwy. Kilka razy Poldek został sfukany, ale chyba niegroźnie, bo nie wyglądał na zestresowanego. Jednak pod wieczór kociaki miały najwyraźniej Poldka dosyć. Kotka wychodziła spod kredensu, chciała się umyć spokojnie, czy pójść do kuwetki, a Poldek natychmiast zaczynał ją obskakiwać, więc właziła z powrotem do kryjówki. Późnym wieczorem wyszła jednak i umościła się na krześle. Tak ich zostawiłam, bo było już bardzo późno, więc położyłam się spać w drugim pokoju (mąż musiał pojechać do naszego drugiego mieszkania, gdzie ma swoją firmę i sprzęt potrzebny do pracy - i tam będzie kilka dni). Prawie zasypiałam, kiedy usłyszałam rozpaczliwy pisk. Wbiegłąm do pokoju kotów - oba nowe kociaki były pod kredensem, a Poldek lizał sobie łapę na fotelu. Oho, pomyślałam, niedobrze - pewnie Poldek zapędził ich pod kredens - w końcu to jego teren i jego krzesła. Zabrałam więc Poldka do siebie - no i wtedy dopiero okazało się, że nasze kociaki z Rembertowa to szatany, a nie kociaki! Z Poldkiem to nie chciały się bawić, ale we dwójkę szalały przy drapaczce, ganiały się bez żadnych zahamowań, bawiły się czym się dało, więc ten pisk to nie mogło być nic groźnego. Poldek oczywiście chciał się dołączyć, ale zgarnęłam go do pokoju i znów próbowałam zasnąć - już było dobrze po 4 rano. Nie pospałam długo, bo znowu rozległ się krzyk kociej krzywdy - no ale wiedziałam, że tym razem Poldek nie może być winowajcą, bo spał ze mną i razem ze mną wyleciał z pokoju zobaczyć, co się stało. Koty oczywiście były pod kredensem, ale wyglądały na całe i zdrowe. Myślę, że któreś musiało zaczepić łapką o gumkę od wiszącej na drapaczce myszy-zabawki - kiedyś Poldek też sie tak zaplątał i podobnie płakał, że coś go trzyma i nie puszcza. Zabrałam więc na wszelki wypadek zabawki, ale już była cisza - i tak jest do tej pory, podjadły tylko trochę i skorzystały z kuwetki, poza tym siedzą pod kredensem. Jeśli nie wyjdą za niedługi czas, znowu złapię je i wsadzę do klatki - może jednak Poldek za bardzo je wczoraj zestresował? Ale nie było specjalnego fukania ani agresji ani z jego, ani z ich strony. Może coś się wydarzyło w nocy? No nic, wracam teraz do "ich" pokoju i będę czekać, co będzie się działo dalej.

Styczeń 2007:

Spieszę donieść, że kociaki mają się dobrze, tylko okazało się, że to, co miało być braciszkiem białej koteczki (nazwaliśmy ją Murka), w rzeczywistości jest siostrzyczką ... Wcześniej nie można było tego stwierdzić, bo kociak przesypiał cały dzień od meblami, wychodził dopiero późnym wieczorem, i co wyszedł - to zaczynał go molestować nasz Polduś. Dosłownie nie dawał kociakowi żyć - czyhał na niego, gdy kociak szedł do kuwetki, wskakiwał na niego i przewracał, postawiłam więc kuwetę pod krzesłem i położyłam na nim szmatę, żeby kotek mógł się spokojnie załatwić, ale nie pomogło: Polduś siadał na krześle i zeskakiwał na kotka, kiedy ten wychodził. Molestował go zresztą przy każdej okazji, kiedy tylko kotek wychodził spod mebli - właził mu na grzbiet, przewracał i podgryzał. Oczywiście jak tylko kotek wyrwał się Poldkowi,to właził z powrotem do kryjówki. Byłam zrozpaczona: po pierwsze, zaczęłam podejrzewać Poldka o skłonność do kocurków, po drugie - wyglądało na to, że czarnuszkowi trzeba będzie szukać innego domu. No ale sprawa niedawno się wyjaśniła: wstając rano usłyszałam charakterystyczne pomruki i popiskiwania z pokoju, w którym śpią zwierzaki. Zdziwiłam się, bo wydawało mi się, że ruja u białej kotki już się skończyła, a jest za wcześnie na kolejną. Weszłam do pokoju no i widzę, że domniemany czarny kocurek tarza się po dywanie, popiskuje i wypina pupkę ... Biedny Polduś wyglądał na załamanego. Prawdę mówiąc wyglądało na to, że ma już trochę dość amorów, w końcu jest jeszcze młody, a biała koteczka najzwyczajniej go uwiodła ... I wciąż jeszcze domagała się, żeby Polduś z nią spał, właziła mu na posłanko i w ogóle nie odstępowała go na krok, a tu taki pasztet - teraz musi dzielić się nim z siostrą ... Ale Polduś teraz tak bardzo zainteresowany czarnulką nie był, choć przedtem nie dawał jej spokoju. Kiedy obie mu zbytnio dały się we znaki, wskakiwał mi na ramię, zwijał się w kłębek na mojej szyi i patrzył na nie z góry. Może dlatego ruja u czarnuszki (miał być Saszka, no ale okazała się Sonia) trwała dłużej, niż u siostry. Ja w każdym razie prawie trzy tygodnie nie spałam porządnie :-) No, ale szaleństwo minęło, i - poza tym, że wyjaśniło się, że Polduś nie ma podejrzanych skłonności :-) - miało ten dobry skutek, że obie kotki zadomowiły się w mieszkaniu, urzędują już śmiało "na wierzchu" i nawet pozwalają mi się kręcić po domu i nie zwiewają do swoich kryjówek, kiedy przechodzę koło nich. Mogę podejść bardzo blisko, a czasem one podchodzą same, kiedy idę do nich z jedzeniem, nawet wąchają mi ręce, ale dotknąć wciąż jeszcze się nie pozwalają. Co prawda to i tak sukces, dwa tygodnie trwało, zanim zaczęły się trochę bawić, potem ponad dwa tygodnie rui po kolei u każdej z sióstr, no ale teraz szaleją z piłeczkami, bawią się z Poldkiem, co prawda też i czasem się biją, ale zaraz potem liżą sobie nawzajem pyszczki. Za tydzień we środę jestem umówiona z drem Czerwieckim na sterylizację Murki - trochę się boję, choć to lekarz z ogromnym doświadczeniem i znam go od wielu lat, no ale z narkozą różnie bywa. No cóż, nie ma wyjścia ... Tydzień później na operację pojedzie Sonia, a za parę tygodni - Polduś. Jednak z tego względu, że obie kotki wciąż nie są dobrze oswojone, myślę, że na razie nie byłoby z naszej strony rozsądne branie kolejnego kociaka do oswajania. Niestety, te prawie trzy tygodnie rui, kiedy one na nic nie zwracały uwagi, było stracone dla nawiązywania z nimi kontaktu, choć tyle się udało osiągnąć, że wiedzą, że w mieszkaniu są bezpieczne i akceptowane. Teraz będą sterylizowane i będą potrzebowały trochę spokoju, żeby dojść do siebie.Musimy też doprowadzić do tego, żeby Murkę i Sonię można było brać na ręce - do tej pory nie udało się dać ich do obejrzenia lekarzowi, mimo, że dr Czerwiecki przyjechał do nas do domu. Raz udało się je złapać, ale zdołały się wyrwać, i było po herbacie - wylazły spod mebli dopiero godzinę po wyjściu lekarza. Tak nie może być, bo w razie jakiegokolwiek problemu nie da się ich leczyć - w klatce będą wariować, a dotknąć się nie pozwolą, więc muszę je całkiem oswoić, tymczasem teraz czeka je wielki stres w postaci operacji i boję się, że po tym cofniemy się w postępach w oswajaniu i trzeba będzie zaczynać niemal od początku, więc będę musiała poświęcić im mnóstwo uwagi. Ale jak tylko sytuacja się unormuje, to chętnie weźmiemy następnego kotka do oswojenia, choć raczej będzie musiał zostać w klatce, żeby uniknąć spięć z nasżą trójką, która jest już nieźle ze sobą zżyta. No ale i tak - tak, jak się umówiłyśmy - kolejne kotki będą przygotowywane do tego, żeby znaleźć inny, stały dom, bo my nie damy sobie rady z więcej, niż trzema kotami. Jeszcze chciałam napisać, że obie koteczki są bardzo grzeczne i czyste. Nie wiem, jak one to robią, bo ganiają się czasem po wszystkich pomieszczeniach, ale dotychczas niczego nie zrzuciły ani nie potłukły. Wprawdzie mieszkanie jest przystosowane do kotów, no ale w ferworze zabawy różne pomysły mogą przyjść do łebków - a tutaj nic! Bawią się tylko tym, co im dam do zabawy, nie ma żadnego dzikiego skakania po meblach, najwyżej ostrożne zwiedzanie - po prostu znakomicie wychowane kotki !

Marzec 2007:

Długo się nie odzywałam, dużo się działo, obie kotki zostały wysterylizowane, nasz Polduś również, no i wreszcie mogę przesyłać zdjęcia. Sterylizację obie koteczki zniosły dobrze, Murka w ogóle bez problemów, trzeciego dnia po operacji ganiała za swoją futrzaną saszetką. Sonia - fizycznie nawet szybciej doszła do siebie niż Murka, tylko psychicznie zniosła ją gorzej, bo już była w ciąży z Poldkiem, i kilka dni była niespokojna, fukała na mnie i na Poldka, ale ostatecznie wróciła do normy. Sonia to ukochana Poldka, ona też jest w nim zadurzona i nawet po sterylizacji obojga tak zostało. Sonia rozkosznie pręży się pod samym jego noskiem, ociera się pyszczkiem o jego kark, on zaś obejmuje ją łapkami i czule myje jej pyszczek. Murkę - jak widać na zdjęciu - Poldzio też traktuje z czułością, ale jednak rzadziej. Koteczki są całkiem zadomowione i wreszcie zaczęły mnie zauważać. Nie to, żeby się głaskać, ale od jakiegoś czasu śpią na krzesłach pod stołem, przy którym pracuję na komputerze, a od kilku dni domagają się, żebym się z nimi bawiła. Czasem - niby niechcący - trącą łapką moje palce, czasem - tak tylko przechodząc - otrą się o moją nogę, więc jestem dobrej myśli co do tego, że dadzą się oswoić. Z Poldkiem tworzą zgodne stadko, gdy któreś zniknie im z widoku, zaczynają się szukać i nawoływać. Po operacji Poldka zdecydowałam, że nie wrócę z nim do domu, póki działa narkoza,żeby kotki go nie widziały w takim stanie, zanocowałam więc w innym miejscu i dopiero rano, kiedy kocurek wytrzeźwiał, wróciliśmy do koteczek. Koty przywitały się i poszły zaraz spać, ja zresztą też i po obudzeniu zastałam na ich posłanku koci przekładaniec: na spodzie Poldek, na nim Murka, a na tym wszystkim - Sonia :-)
Opracowaliśmy już system łapania kotek, żeby zawieźć je do lekarza, ostatnim razem dały się bez żadnych problemów wziąć w ręce i zapakować do klatki, tyle, że z Sońki robi się straszny lejek, jak się zdenerwuje (co zauważyliśmy od razu, jak tylko przyjechała do naszego domu). Dlatego, biedna, zamiast na wygodnej poduszce, musi jeździć w klatce wyścielonej ligniną, cykorka jedna! :-( Ale kiedy czuje się bezpieczna, nienagannie korzysta z kuwetki (Murka zresztą też), i nie zdarzyła jej się żadna wpadka poza oczywiście sytuacjami, kiedy była łapana. Nigdy nie myślałam, że w takim małym kocie może zmieścić się aż tyle wody :-) Poza tym Sońka jest gadułka, ciągle ma coś do powiedzenia, tyle, że nie miauczy, tylko grucha :-) Natomiast Murka jest raczej milcząca, rzadko zdarza jej się coś zagadać, i też to jest takie "mrrrt-mrrrrt", a nie miauczenie.
Fantastycznie jest obserwować takie zgodne stadko, godzinami można przyglądać się, jak się bawią, jak z namysłem oglądają nowe zabawki, zanim zaczną ich używać, jak porozumiewają się między sobą. Nadal są bardzo grzeczne, nie psocą, nie zrzucają rzeczy, choć ganiają się po całym domu, ale - wyłącznie po podłodze. Jeśli wchodzą na meble, to ostrożnie i z namaszczeniem. Przez jakiś czas obie uwielbiały wpatrywać się w wyłączony telewizor, w którym odbijało się to, co działo się w pokoju...Włączony interesował je znacznie mniej :-) Za kilka tygodni przenosimy się do naszego ogródka na działce. Już zaczęłam tam urządzać wszystko tak, żeby nasze koty były zadowolone i bezpieczne.
Mam nadzieję, że im się tam spodoba. Będę dawać znać, jak się kotom powodzi, a tymczasem przesyłam zdjęcia obu koteczek i całej naszej kociej trójki - na pierwszym planie jest Sonia, drugie czarno-białe to Polduś.

Serdecznie pozdrawiam,
Anna.




Kwiecień 2007:

Najnowsze wieści: mieliśmy ostatnio dużo przeżyć - zamieszkały z nami, być może przejściowo, być może na stałe - to się jeszcze okaże - dwa koty spośród naszych działkowych. Na razie strosunki nowych przybyszów z dotychczasowymi mieszkańcami układają się znośnie, acz nie idealnie, więc tragedii nie ma, ale być może jednak "nowym" trzeba będzie poszukać domu. Natomiast idealna harmonia panuje między Murką, Sonią i Poldkiem - zwłaszcza ta ostatnia para jest nierozłączna i nie chcemy tego popsuć. W zeszłym tygodniu, pomimo wszelkich środków ostrożności, dopadł nas jakiś wirus - Murka zachorowała na silne zapalenie gardła, a Poldek złapał infekcję dróg oddechowych i odezwały się do tego widocznie nie wytłuczone dawniej do końca robaki, tak, że musi spędzić kilka dni w szpitalu. Murcia już jest prawie zdrowa, jeszcze trochę kicha, ale poza tym już wszystko jest normalnie. Sonię też zbadaliśmy - z nią wszystko jest w porządku, dostała jednak zastrzyki na podniesienie odporności i teraz jeszcze raz odrobaczamy całe towarzystwo. Obie koteczki nabierają coraz więcej zaufania, tak że od jakiegoś czasu nie ma większego problemu z zawiezieniem ich do lekarza, choć oczywiście uciekają, jak tylko widzą klatkę. Ale w końcu dają się złapać i spakować, bez żadnego drapania i gryzienia. Robiliśmy im testy białaczkowe i pobieraliśmy krew do badań - niemalże same wyciągały łapki do zabiegu :-) Tylko że bardzo nie lubią leczenia i szkoda, że Murka zachorowała akurat wtedy, kiedy zaczęła pozwalać na dotykanie i głaskanie. Niestety - przez tydzień codziennie woziliśmy ją do lekarza i znowu zaczęła kojarzyć dotyk z czymś bardzo nieprzyjemnym. Teraz przez jakiś czas zostawię ją w spokoju, może trochę zapomni? Sonia daje się głaskać tylko wtedy, kiedy siedzi w klatce, jest mniej potulna, a zarazem bardziej bojaźliwa, niż siostra. No, ale najważniejsze, że tyle udało się przełamać, że można je zabrać do weterynarza i wykonać konieczne zabiegi. Nie oczekujemy, że będą nakolankowymi pluszakami, choć miło by było, gdyby tak się stało, ale jeśli nie zechcą - to trudno. Mamy mnóstwo frajdy obserwując ich zabawy i wzajemne czułości, i to nam wystarczy. Murcia jest poważniejsza, niż Sonia-trzpiotka, najchętniej śpi na słońcu, ale gdy się rozbawi, to po całym mieszkaniu przelatuje biało-łaciata błyskawica :-) Natomiast Sońka jest flirciara - gdy zjawił się w domu nowy mężczyzna (no - ex-mężczyzna), zaraz zaczęła się koło niego kręcić ku utrapieniu Poldka. Na szczęście "nowy" chyba zorientował się, że to dziewczyna gospodarza i ją delikatnie odpędza :-) Do Poldka Sońka też się wdzięczy, zaczepia go, i potrafią wiele minut leżeć koło siebie myjąc sobie nawzajem pyszczki. Sonia rozkosznie się przy tym pręży i wyciąga, a Poldek leży przy niej z błogą miną. Potem Sonia zaczepia Poldka łapką, zaczynają się siłować, Poldek gryzie Sonię w tylną łapę, ona w płacz i wstaje cała potargana (futerko ma prześliczne, długie i jedwabiste) żałośnie lamentując, jak okropnie została skrzywdzona :-) Potrafi w nocy obudzić się z płaczem i biegać po mieszkaniu szukając śpiących w innych miejscach siostry i Poldka. A u weterynarza i w drodze do lecznicy (wozimy je czasem razem, w jednej klatce) siostry siedzą kurczowo w siebie wczepione, objęte łapkami tak, że nie sposób ich rozdzielić. Naprawdę śliczne, wspaniałe kociaki, Pani Ireno! Bardzo się cieszymy, że namówiła nas Pani na wzięcie obu dziewczynek, nie wyobrażam sobie, że możnaby je było rozdzielić. Rosną, już ważą ponad dwa kilogramy, Murcia ma chyba skłonność do tycia, więc niedługo będzie musiała przejść na karmę "light", choć jest łakomczucha i najchętniej jadłaby kocięcą, ale już od jakiegoś czasu podaję im mniej kocięcej, a więcej dorosłej. Lubi też surową wołowinę, najlepiej w dużych kawałkach do gryzienia. Sonia zaś je jak wróbelek, jest też mniejsza od siostry i pyszczek wciąż ma dziecinny, a zarazem wygląda bardzo zalotnie :-) Bo Murcia to raczej taka stateczna gosposia :-) Muszę im zrobić ładne zdjęcia, teraz już można do nich podchodzć bez problemu, Sonia ostatnio nawet ulokowała się razem z Poldkiem na pufie tuż przy fotelu, na którym siedziałam. Postaram się sfotografować całą trójkę w chwili czułości - prześlicznie wtedy wyglądają! W czerwcu będziemy mieli w pełni zabezpieczone okna i balkon, cieszę się na myśl, że kociaki będą mogły powylegiwać się na powietrzu, bo zrezygnowaliśmy z pomysłu przeniesienia się tego lata na działkę, więc koty są niewychodzące. Posieję im trawy w skrzynkach, to co prawda tylko namiastka ogrodu, ale zawsze coś...

Serdecznie pozdrawiam,
Anna.




BRUTEK

Witamy serdecznie :)
W czerwcu tego roku zaadoptowaliśmy małego kocurka, Brutkiem (od Brutusa) go nazwaliśmy. Maluszek okazał się bardzo odważny i towarzyski. Dzisiaj jest już ośmiomiesięcznym nibykocurkiem, gdyż jest wykastrowany. Nadal jest bardzo towarzyski, zabawny i pełen energii, której można mu tylko pozazdrościć :) Nie da się go nie kochać :)

Pozdrawiamy serdecznie,
Asia i Tomek




MIĘTÓWKA

Oto zdjęcia adoptowanej przez nas 20 listopada 2006 r. kotki, którą nazwaliśmy Miętówką.
Miętówka do nowych warunków zaadoptowała się bardzo szybko uznając nasze mieszkanie również za swoje. Jest bardzo ufna, towarzyska, spokojna i ponad wszystko uwielbia być głaskana i drapana :-) Wystarczy niekiedy tylko podejść, a już włącza się "traktor" ;-) Na początku, przez kilka dni tylko spała i jadła, ale wynikało to ze zmiany otoczenia i z faktu, że wzięliśmy ją zaraz po sterylizacji i musiała dojść do siebie. Aktualnie wszystko jest już tak jak powinno i Miętówka szaleje od rana do późnego wieczora (m.in. "morduje" dywanik w łazience, nogi od stołu, szaleje w brodziku - najlepiej mokrym itp.), a spać kładzie się razem z nami (i śpi do rana). Jednym słowem, kot jest fantastyczny i codzienne zaskakuje nas czymś nowym !

Serdecznie pozdrawiamy !
Maciek i Monika

2006.12.12
Oto następne zdjęcia naszej Miętówki! Kotka czuje się bardzo dobrze. Ma już około 7 miesięcy i została ostatnio zaszczepiona. Przestała też najadać się "na zapas" co robiła przez pierwsze dwa tygodnie. Jest bardzo towarzyska i coraz bardziej "rozmowna" (największe dyskusje są z reguły przed jedzeniem). Jej świetną kondycję widać zresztą na zdjęciach ...




Witam serdecznie !
Podaję namiar na stronkę o koteczce, którą adoptowaliśmy 11.11.2006. Jest fantastyczna ! :)
Nazwaliśmy ją Kocilla i można ją podziwiać tutaj.

Bardzo dziekuję za pomoc i pozdrawiam,
Michał




KOCICZKA

Tak jak obiecaliśmy, przesyłamy zdjęcia naszej adoptowanej w zeszłym tygodniu kociczki. Kotka ma się bardzo dobrze. Bardzo szybko zaadoptowała się i zaakceptowała nowe otoczenie. Jest niesamowicie spokojna, grzeczna i czyściutka. Uwielbia wszelkie pieszczoty, łasi się, wskakuje na kolana i prosi się o głaskanie, drapanie, pięknie przy tym mrucząc ...
Nie muszę chyba dodawać, że śpi z nami w łóżku - dość szybko uznała to za swoje posłanie :)
Jest naprawdę cudowna - jestesmy zakochani :)

Dziękuję bardzo i pozdrawiamy serdecznie,
Agnieszka i Bartosz.




PIESZCZOCHA

Wzięłam od Was kotka 3 lata temu, kotek ma się dobrze, nawet 3 razy jego zdjęcie było w gazecie "Kot i Kocie sprawy" - taka z niej gwiazda. Wysyłam zdjęcia Pieszczoty, oczywiście najwspanialszej kocicy na świecie ;)

Pozdrawiam
Emilia




KACPEREK

Witamy,
w dniu 14 października 2006 zaadoptowaliśmy przemiłego Kacperka.
Wniósł do naszego domu mnóstwo radości :)
Jest niezwykle ruchliwym kotkiem i nie sądziłam, że tak szybko nauczy się wielu rzeczy - a on w pierwszy dzień wiedział gdzie jest jego toaleta. Śpi z nami w łóżku i jest bardzo uczuciowy - na przykład, kiedy zmęczy się zabawą przychodzi się poprzytulać :)

Pozdrawiamy,
Dagmara, Jacek i ... Kacperek




MILKA

Dzień dobry, przesyłam zdjęcia naszej kotki MILKI.

Ma już około cztery miesiące, została wzięta z AZYLU 17 lipca i jest zdrowym, dobrze rozwijającym się kotkiem, ale to dzięki pani Oldze, na którą w każdej chwili możemy liczyć. Pomaga nam radą i opieką lekarską. Zachęcam wszystkich którzy pragną mieć kota, żeby zgłosili się do AZYLU - pomogą kotkom ale i sami zobaczą jak życzliwych i miłych spotkają tam ludzi.

Z poważaniem,
Edyta z córkami




RUDY

Witam,

Oto Rudolf lub jak kto woli Dudek. Adoptowany w czerwcu ubiegłego roku. Jest cudny, niezależny i przede wszystkim Rudy. Uwielbiamy go.

Pozdrawiam,

Marzena




BRERA

Dwa tygodnie temu adoptowałam z Azylu koteczkę. Mała dostała imię Brera od sportowego samochodu Alfa Romeo (gdyż jesteśmy fanami tej marki). Kotek miał być spokojny :-), jednak gdy mała się zadomowiła okazała się być żywym sreberkiem. Biega po całym domu, każdego gryzie, jest jej poprostu wszędzie pełno o każdej porze dnia i nocy. Mimo swojego ogromnego temperamentu lubi być głaskana i spać na kolanach. Brerka ma ogromną potrzebę ciepła i jest bardzo wdzięcznym kotem. Jest poprostu żywym i milusim członkiem rodziny który bardzo szybko wypełnił pustkę w domu i stał się naszym przyjacielem.
W Kocim Azylu naprawdę można znaleść miłość :-)

Jeszcze raz dziekuję.




FURKOT

Witam, mam niestety tylko telefon komorkowy a raz jeszcze chcieliśmy na spokojnie podziękować za przepięknego kota, którego wzięliśmy w niedzielę. Kota nazwaliśmy FURKOT, jest cudowny, delikatny i pieszczoch straszny z niego :))). Mąż sie zakochał, mowi do kota kochanie i słoneczko, dziecko też tylko pyta czy kotek go kocha ;).

Pozdrawiamy bardzo serdecznie,
Dagmara, Przemek, Michałek i Furkot.




FIGA

Witamy,
zgodnie z obietnicą daną dwa miesiące temu, piszemy, żeby opisać losy kotka w naszym domu.
Nasza kotka trafiła do nas jako córka kotki, która ponoć była strasznym dzikusem i nie dawała do siebie podejść. Pierwsze dni w domu były ciężkie zarówno dla kociaka, jak i dla nas - kociak miauczał wniebogłosy, permanentnie brudził cały pokój, panicznie bał się nas i walczył, aby tylko nie zostać wzięty na ręce. Uważaliśmy się za wytrwałych, jesli chodzi o oswajanie kociąt, ale nawet nam zdarzały się już chwile zwątpienia - czy aby na pewno damy radę. Przełom przyszedł po 2 tygodniach, wraz z ostatnim meczem Mistrzostw Świata. Kot zaakceptował nas ostatecznie, a wyrazem jego ufności było wspólne oglądanie meczów (piłka przelatująca na telewizorze przez boisko okazała się kocim hitem). I tak kota została ochrzczona po Luisie Figo, mianem Figa. Obecnie kociak ma 3.5 miesiąca. Wyleczyliśmy ją ze świerzba, grzybicy i problemów z jelitami. Odwdzięcza się nam, jak to tylko kot potrafi - nie odstępuje na krok, przytula się, towarzyszy nam w każdej czynności. Jest po prostu przekochana.

Pozdrawiamy serdecznie

Ola, Mariusz i Figa




SROCZKA

Witam,
mam na imię Sroczka – Pani, która mnie znalazła na ulicy nazwała mnie Kiciasty. Zostałam zaadoptowana z Kociego Azylu w kwietniu przez Tomka K. Mieszkam sobie w domku. Często wychodzę na ogródek gdzie zajmuję się polowaniem na myszy i ryjówki. W wolnych chwilach z pełnym brzuszkiem wygrzewam się na słońcu. Przytyłam ze 2 kilogramy na domowo-mysiej diecie....
Uspokoiłam się i moi Państwo twierdzą, że jestem już prawie całkowicie uczłowieczona. Sypiam z nimi w łóźku za co każdej nocy przynoszę im do sypialni myszkę lub dwie.
Chciałabym podziękować pani Irenie w znalezieniu mi takiego domu. Jak już się całkowicie zadomowię moi Państwo zaadoptują dla mnie towarzystwo. Teraz jednak boją się, że bym się obraziła i wyprowadziła.
Pozdrawiam i załączam moje zdjęcia jak zrelaksowana śpię na łóżku w sypialni i na sofie w salonie.




POLICE

Po dwóch latach obecności w naszym domu, chcieliśmy się podzielić radością, którą sprawia nam kot Police.

Jego losy poznaliśmy przypadkowo czytając stronę Kociego Azylu. W ten sposób dowiedzieliśmy się jak kilkudniowy kociak znalazł się w Azylu dowieziony przez Policję. Mając w domu już kotkę znalezioną pod blokiem jednego z warszawskich osiedli, postanowiliśmy przywieźć jej przyjaciela. I tak dotarliśmy do Konstancina, ale to co tam zobaczyliśmy, trochę nas zaskoczyło - był to maleńki koteczek (kilkudniowy) z krzywymi łapkami, porwanymi włoskami na grzbiecie i wielkimi oczami. Historia jego przetrwania nas wzruszyła nas tyle, że swoista jego brzydota nie miała znaczenia. Początki adopcji były trudne, nasza kotka, będąc przyzwyczajona do królowania w domu, nie chciała niczym dzielić się z nowym przybyszem. Po kilku miesiącach był już przez nią tolerowany, a po pół roku stali się nierozłącznymi przyjaciółmi. Teraz dwuletni Police jest przepięknym biało-czarnym, długowłosym kotem o wyątkowo łagodnym charakterze. Do tej dwójki doszło jeszcze w zeszłym roku jedno kilkudniowe kocie rodzeństwo (bracia), znalezione podczas burzy na drzewie w lesie. Podczas naszej całodziennej nieobecności (wychodzimy wcześnie, wracamy późno, jedynie w weekendy jesteśmy razem) trzymają się razem i znoszą nawzajem doskonale. Bezbłędnie rozpoznając odgłos naszego samochodu, wychodzą całą czwórką nam naprzeciw i witają u progu z uniesionymi w górę ogonami. Sprawiają nam wiele radości i utwierdzają w przeświadczeniu, że postąpiliśmy słusznie, podejmując decyzję o ich adopcji.




EUZEBIUSZEK

Witamy :))

Przesyłamy zdjęcia małego Euzebiuszka, którego adoptowaliśmy w niedzielę 2.07.2006 r. Euzebiuszek ma się świetnie, pięknie korzysta z kuwetki, je, a poza tym cały czas się bawi (z przerwami na krótkie drzemki) i nieprzerwanie mruczy :) Jest super słodkim kociakiem i nie zamienilibyśmy go na żadnego innego :))

Ogromne wyrazy szacunku dla Pani Ireny i jej działalności na rzecz zwierzaków. Naprawdę Złota Kobieta ... oby więcej takich ludzi.

Joasia i Artur




DUSZKA

Mała bura koteczka Duszka, która została zaadoptowana około półtora tygodnia temu, bez problemów zaaklimatyzowała się w nowym domu. Czuje się świetnie, ma apetyt i chęć do zabawy.





NIUNIA i LOTEK

Witam,

przesyłam 2 fotki Niuni (tak nazwaliśmy wziętą w sobotę czarną koteczkę) i Lotka, naszego kota. Niunia ma się dobrze, je, śpi i bawi się znakomicie z Lotkiem. Na drugim zdjęciu widać fragment naszego zabezpieczenia tarasu, więcej zdjęć niebawem.

Pozdrawiam,

Monika




BONIFACY i DIABLO

Witamy serdecznie !

Przesyłamy zdjęcia Bonifacego i Diabla, które już na dobre się u nas zadomowiły. Kocurki mają zupełnie odmienne charaktery: Bonifacy (mniejszy) jest strasznym pieszczochem, a Diablo (większy) cały czas psoci. Wszystkim, którzy poważnie myślą o wzięciu kotka bardzo gorąco polecam wzięcie DWÓCH KOTKÓW NA RAZ. Dwa kotki to cztery razy więcej radości - i dla nich samych, i dla właścicieli.
Dziękujemy za dwóch wspaniałych futrzaków oraz za cenne wskazówki i pomoc w zaopiekowaniu się nimi.

Serdecznie pozdrawiamy,

Kuba i Sue




MYSZEK

Witam,
przesyłam kolejną partię zdjęć Myszka - błękitnego malucha, który własnie skończył 3 miesiące (zobacz tutaj). W jakiej jest formie widac na fotkach! Został zaszczepiony, odrobaczony i wygląda na to,ze jest cały szczęśliwy i ja też! Apetyt i humor ma olbrzymi, co mnie bardzo cieszy. Temperament go rozpiera a ma wspaniałego, 2-letniego kumpla do zabawy!

Pozdrawiam,
Katarzyna




KOTKA

Kolejna bardzo sympatyczna, przytulańska, czarno-biała koteczka, która znalazła swój dom.



MANIEK

Witam serdecznie,
Tak jak obiecałam przesyłam zdjęcia kocurka. Nazwałam go Maniek. Zadomowił się bardzo szybko. Jest bardzo odważny i straszny wariat. Budzi się o 6 rano i chce się bawić. Jest bardzo ufny – kochany. Tak więc Maniek przyzwyczaił się do nowego miejsca.

Serdecznie pozdrawiam,
Magdalena

10 czerwiec 2006
Witam,
Tym razem zabrałam Mańka na Mazury. Pierwszy raz chodził po drzewach i zaprzyjaźnił się z rudym kocurem, który oprowadzał małego po okolicy.
Niestety Mańkowi nie zmieniło się i śpi mi na głowie przy czym jest najgłośniejszym traktorem jakiego widziałam ;)

Serdecznie pozdrawiam,
Magda




FUMETTO

Witam !!!
Przesyłam zdjęcia kotka Fumetto którego wzięłam z Azylu 2 miesiące temu. Fumetto jest już wykastrowany i zaszczepiony. Ma dość miły charakter i jest bardzo żywiołowy. Uwielbia swoja myszkę - zabawkę i bieganie po meblach, im wyżej tym lepiej. No i potrafi być przytulasty i całuśny :) jak chce.


Pozdrawiam,
Marzena


GRAFITEK

Witam,
Grafitka przygarnęłam półtora roku temu. Z tamtego dnia utkwiło mi w pamięci głównie bicie jego serduszka. Był maleńki i bardzo wystraszony. Cały się trząsł aż do momentu, kiedy przytuliłam go do siebie. Musiał mi od razu zaufać, bo drżenie natychmiast ustało, a on wczepił sie łapkami tak mocno, że juz nic nie było w stanie nas rozdzielić. Zaaklimatyzował się w domu bardzo szybko. Mimo, że wychowany jako dzikusek w piwnicy, osierocony przez matkę i nie podejrzewany o dobre maniery, sam znalazł kuwetę z piaskiem i wiedział do czego służy od pierwszego dnia w domu. Od samego poczatku jest bardzo czysty, niesamowicie ciekawy świata i w przeciwieństwie do drugiego kota w domu bardzo odważny :). Początkowo jadł wszystko włącznie z kruchymi ciasteczkami, teraz gust mu się nieco zmienił i robi sie coraz bardziej wybredny, choć z kwiatów w domu niewiele już zostało :) Nie było mu łatwo zaprzyjaźnić się ze starszym kolegą, ale zdobył i jego serce, do tego stopnia, że teraz żyć bez siebie nie mogą i są nierozłączni. Dwa kompletnie różne charaktery, dwa różne upodobania, ale pasują do siebie wspaniale i dbają o siebie nawzajem w sposób, o który mozna by opowiadać godzinami. W przypadku gdyby ktoś miał obiekcje, czy może przygarnąć kotka skoro ma już jednego, mogę posłużyć za przykład i chętnie podpowiem co robić. Gorąco to polecam właścicielom, których kot wiekszość czasu spędza sam w domu, koty potrzebują towarzystwa, dzięki temu żyją znacznie dłużej. W razie potrzeby kontakt do siebie zostawiam w Azylu. Każde zwierzę, któremu uratujemy życie, będzie dozgonnie wdzięczne i proszę mi wierzyć, że zwierzęta potrafią to okazać.

Pozdrawiam,
Dominika



TALULA

Witam,
Przesyłamy kilka zdjęć naszej kociczki Taluli. Lusia wyrasta na śliczną koteczkę, bryka po całym mieszkaniu, jest zdrowa, a po chorobie z powodu której na krótko wróciła do Azylu, już nie ma nawet śladu.

Pozdrawiamy serdecznie,
Małgosia, Andrzej i Agata



MUNDUŚ

Witam !!!
Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych chciałabym życzyć całemu Azylowi dużo szczęścia. Przy okazji przesyłam najnowsze zdjęcia Mundka, który jest u nas już od września 2005 roku. Kotek jest już po kastracji i teraz trzeba pilnować jego apetytu, a ma spory. Ponieważ zbliżają się ciepłe dni Munduś siedzi całymi dniami na balkonie, oczywiście zawsze pod czyjąś kontrolą, żeby przypadkiem nie skoczył. A wszystkim tym którzy obawiaja się, że kot straci wigor i ochotę do zabaw po kastracji mogę powiedzieć, że mój kotek stał się jeszcze większym rozrabiaką niż był i całymi dniami buszuje ze swoimi zabawkami.


Serdeczne pozdrowienia,
Munduś z rodzinką



NIEBIESKI MALUSZEK

Witam,
przesyłam kilka fotek maluszka, którego wzięłam do domu we wtorek. Kociaczek zadomowił się, ma apetyt, je samodzielnie i sztukę korzystania z kuwety opanował błyskawicznie. Zrobił wszystko co trzeba. Rozrabia a potem pada pospać. Jest super, tylko ciągle nie mam dla niego imienia. Jest taki słodki,ze wszystkie wydają mi się nieodpowiednie! Ma apetyt i humor, więc mam nadzieję,że będzie się chował zdrowo. Już jest kochany i rozpieszczany.

Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna



AMELKA

Dzień dobry,

Pozwalam sobie na przesłanie kilku zdjęć kota Amelki, która została odebrana z "Azylu" około 3 lata temu "dzieckiem będąc".

Kot ma się dobrze, co widać na zdjęciach. Mieszka w Kaliszu razem z panią Teresą. Żyje sobie bezstresowo, ale w/g mnie zaczyna się robić kuleczkowata, ponieważ całe życie spędza w mieszkaniu na psotach i jedzeniu. Ma również kolegę Czarusia, mieszkającego naprzeciwko u sąsiadki. Razem stanowią śmieszną parę, w której prym wiedzie Amelka - jak to w życiu :)

Pozdrawiam,
Tomasz



KOTEK FUR-KOTEK

Dzień dobry !

Oto króciutka relacja z pierwszych dni azylowego kocurka w nowym domku:

3 marca 2006
SOBOTNIE POPOŁUDNIE
Koteczek po przyjeździe na swoje nowe mieszkanko dziarsko wymaszerował z transporterka i udał się na zwiedzanie pod czujnym okiem Saszki - kota rezydenta. Bez problemu odnalazł miseczki z jedzeniem i wodą i w odpowiednim czasie skorzystał z kuwety. Na Saszkę na początku fukał nieufnie, ale już wieczorem ganiali się we dwóch po całym domu :-) Maleństwo, po namyśle nazwane Furkotkiem (z racji wydawanego przez niego odgłosu, gdy tylko się go dotknie - to nie mruczenie, to furkotanie), ma energii za całe stadko kotków, usiłuje bawić się wszystkimi zgromadzonymi w domu myszkami naraz, a najbardziej lubi gonić za piłeczką. Jego ulubionym miejscem pobytu - jeśli oczywiście nie biega z Saszką lub za myszkami - jest szuflada pod łóżkiem, w której śpi lub obserwuje działania reszty mieszkańców.

4 marca 2006
NIEDZIELA
Furkotek został odrobaczony, jesteśmy umówieni na dalsze wizyty - odrobaczanie, szczepienia. Dzień spędził na zabawach, spaniu, jedzeniu i mruczeniu - jak na małego kotka przystało. Saszka chwilami wydaje się być obrażonym za wprowadzenie do JEGO domu intruza, ale zapomina o swojej "krzywdzie" w trakcie zapasów z Furciem.

5 marca 2006
PONIEDZIAŁEK
Pierwszy dzień spędzony sam na sam z Saszką nie przyniósł żadnych szkód. Ku swojej zgrozie - Furkotek został wieczorem wykąpany, w rewanżu za co (jak go podejrzewam :)) dziś o czwartej rano zaczął bawić się z Saszką w nogach łóżka....Galopady przeniosły się potem na podłogę i trwały aż do siódmej.

Myślę, że wszyscy dobrze trafiliśmy, wybierając siebie :-) za co dziękujemy pani Irenie.

Pozdrawiam serdecznie,
Tatiana



BLEU

Witam !
Koteczka w nowym domku zachowuje się bardzo spokojnie i jak każdy kotek szuka odosobnienia, żeby poznać zapachy i dźwięki nowego domku. Nasze koty zareagowały nadzwyczaj przyjaźnie, nie było oznak agresji tylko sama ciekawość i obwąchiwanie :)
Aktualnie "Bleu" siedzi pod kaloryferem za zasłonką, a my cierpliwie czekamy aż odważy się wyjść, co nastąpi pewnie w środku nocy..

Pozdrawiamy
Ania i Sergiusz



EDZIO I WOMBAT

Witamy serdecznie!

Czy kot jest najlepszym przyjacielem człowieka?
Z pewnością tak ;-) Poza tym kot jest najlepszym przyjacielem dobrego jedzenia, spania w fotelu i innych kotów.
Dowody? Bardzo proszę! Oto zdjęcia naszego kotka Edzia adoptowanego z Azylu cztery lata temu. Kotek jest zdrowy, wesolutki i coraz większy. No i coraz bardziej okrągły – to efekt przyjaźni z miską. A to, jak bardzo zaprzyjaźnił się z naszym drugim kotkiem Wombatem, najlepiej widać na zdjęciu. To prawdziwa męska przyjaźń, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Jedno jest pewne: kot w dom, radość w dom.

Pozdrawiamy serdecznie !
Ola i Marcin




FRANIA


Kotka Frania wzięta z Azylu 9 grudnia. Zdjęcia są sprzed Świąt, więc jest już sporo większa i bardzo szczęśliwa.



DYZIO I ŁAPKA

15 grudzień 2005
Dyzio i Łapka dojechały szczęśliwie na Ursynów. Dyzio zaraz po otwarciu transporterka zaczął zwiedzać mieszkanie, spróbował jedzenia, nadstawiał się do głaskania i sprawdził czystość na wszystkich naszych szafach, gdzie tylko dało się wejść najwyżej. Od razu poczuł się jak u siebie, wydaje się nie mieć żadnych problemów. Łapka długo nie chciała wyjść z koszyka, a jak wyszła, to czmychnęła w najciemniejszy kąt pod schodami i bez ruchu, w ciągu 4 godzin pozycje zmieniła może ze 2 razy i wyglądała jakby miała depresję. Głowa zwieszona, nawet na podetknięty kocyk nie chciała wejść, siedziała kompletnie bez ruchu. Wkrótce dam znać, jakie koty robią postępy w poznawaniu się.


17 grudzień 2005
Z Łapką jest coraz lepiej, przede wszystkim skorzystała porządnie z kuwety, więc chyba jest w porządku. Wychodzi spod łózka jak się czymś zaszeleści, bo jest bardzo zaciekawiona, daje się spokojnie pogłaskać, nie syczy prawie wcale. Co prawda raz daje się pogłaskać, a raz ucieka jak tylko usłyszy że idziemy. Tak jakby zapomniała, że 5 minut temu już była oswojona i domagała się głaskania. Tylko Dyziek ciągle syczy na nią, ale wygląda, jakby ona się w ogóle tym nie przejmowała. Jest już naprawdę nieźle, nareszcie widzimy, że mamy dwa koty a nie jednego całego i jedną zjawę, co pojawia się i znika. Łapka preferuje wieczorno - nocny tryb życia, aktywna staje się około 20-tej i nad ranem. Dyziek natomiast to koci ideał, reaguje na imię, na kici kici, można go głaskać ile się chce, po prostu przytulaka pierwsza klasa. Teraz leży obok mnie przy komputerze, i próbuje zasnąć na za wąskim parapecie, co chwila się z niego zsuwając, bardzo pociesznie to wygląda! Jest bardzo żarłoczny, co chwilę zagląda do miseczki.

19 grudzień 2005
Po ostatniej nieprzyjemnej wizycie u weterynarza Łapka chyba doszła do przekonania, że życie u nas nie jest takie złe i nabrała dużej pewności siebie. Jest powoli coraz normalniejszym kotem, co nas bardzo cieszy! Chyba Dyziek się jej boi, bo to syczenie to według mnie objaw strachu, w każdym razie Łapka podejmuje liczne próby nawiązania znajomości, myślę, że się ułożą ze sobą. Wszystko na to wskazuje.

26 grudzień 2005
Nasze koty nabrały pewności siebie, choć u Łapki nie jest to jeszcze tak widoczne, nadal czmycha pod łóżko jak się przestraszy, pogłaskać daje się jak sama zechce, ale jest duży, bardzo duży postęp w stosunku do pierwszych dni. Dyziek przestał na nią syczeć, teraz Łapka ociera się o jego pyszczek, a on to łaskawie akceptuje... Raz nawet widzieliśmy, że spały blisko siebie na naszej sofie. W każdym razie koty robią juz wspólne gonitwy, polegające na łapaniu Łapki przez Dyzia, ale jak ją goni, to zawsze nie za szybko, tak, żeby miała szansę uciec.

16 styczeń 2006
Dyzio jest już super zadomowionym kotem, nauczył się otwierać zamknięte drzwi skokiem na klamkę, więc czeka nas wymiana na gałki, przynajmniej do kuchni. Poza tym nauczył się sypiać pod nasza kołdrą, jak nas nie ma. Potem przychodzimy, szukamy kota, a kot śpi kompletnie zasłonięty kołdrą i nie reaguje... Udaje że go nie ma, cwaniaczek! Łapka robi postępy, choć ciągle najlepsze miejsce jest pod łóżkiem, nie daje się wziąć na ręce, ale mamy nadzieję, ze to kwestia czasu.
Najważniejsze, że ułożyły się układy pomiędzy kotami, czasem się poliżą nawet, choć śpią osobno. Dyziek natomiast ogromnie lubi szalone gonitwy za Łapką po całym domu - schody aż dudnią. Zdarza się nawet, że to Łapka go goni przez jakiś czas, a on czeka, żeby nadążyła. Poważnie mówię, sama widziałam, jak wyhamował w gonitwie, sprawdzając, czy jeszcze jest przed czym uciekać, czy też pościg zrezygnował już z zabawy. Trochę ostatnio mieliśmy kłopotów zdrowotnych z Dyziem, zjadł kawałek sztywnego liścia, który potem zwymiotował, później miał gorączkę, był apatyczny, więc wetereynarz dał mu antybiotyk i było kilka dni chodzenia do doktora. Ale już po pierwszym zastrzyku kot był jak nowy i teraz jest O.K. Łapka z kolei ma kłopot z okiem, ciągle jest ropna wydzielina, od kiedy przyjechała, ale w czwartek mamy kontrolę po świerzbie, wiec też ją doktor obejrzy i na pewno coś zaradzi. W sumie nasze mieszkanie ożyło z kotami, które już na dźwięk kluczy w zamku czatują pod drzwiami, czekając na nas w przedpokoju.

Koty to strasznie fajne zwierzęta, jednak do końca czuć, ze to wielcy indywidualiści...

Serdecznie pozdrawiam,
Celina




ZOFIA

Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku życzą Jurek i Zofia

Zupełnie nie wyobrażam sobie już dziś życia bez kota i jestem strasznie szczęśliwy że poznałem Zofię i że zamieszkała ze mną. To wspaniały, wesoły, zabawny i dziko rozbrykany - choć bardzo dobrze wychowany kot. Zofia prześlicznie miauczy i popiskuje, uwielbia potrząsać kawałkami surowego mięsa które jej daję - jak prawdziwy drapieżnik który właśnie coś upolował. Przesyłam jej kolejne zdjęcia obrazujące, że jak każdy kot uwielbia siedzieć na parapecie, nie tylko żeby wyglądać przez okno oraz jej prawdziwe zamiłowanie do wanny. Inną jej wielką miłością są moje buty co także widać na załączonym obrazku. Ponieważ wie już dobrze, że nie wolno jej ich gryźć - od tej pory dziwnym trafem zawsze w butach albo w pobliżu lądują jej zabawki. A kiedy to zauważę, brązowe oczka Zofii wyrażają zdumienie i pełnię niewinności. Umie też ładnie prosić a potem dziękować za podawane jej dania wkręcając się główką w moją szyję, łokieć lub stopę.

A oto historia Zofii w jej nowym domu:

Dzień pierwszy
Ostatnia sobota sierpnia.
Chcę mieć kota. Nie bardzo wiem jakiego, wiem tylko że chciałbym żeby to była kotka i że chciałbym ją zaadoptować bo koty rasowe zawsze jakoś sobie poradzą i znajdą życzliwy dom. Chciałbym żeby była czarna ale nie całkiem. Postanawiam więc zaadoptować jednego ze 101 Kotów z Konstancina i udaję się w tym celu z przyjacielem na giełdę w Łazienkach.
Od razu przy wejściu zwracam uwagę na dwie czteromiesięczne kotki z Konstancina w towarzystwie dwóch pań. Oba koty są śliczne, wymarzone, czarne, ale z białymi krawacikami. Zwłaszcza jedna nie daje oderwać od siebie wzroku - trochę większa, bardzo ruchliwa i bije mniejszą siostrzyczkę ile wlezie. Wpada mi w oko, postanawiam wprawdzie obejrzeć pozostałe koty, ale szybko wracam do dwóch kotek z Konstancina. Dostaję obie kotki do rąk własnych - mogę sobie wybrać tą, która bardziej przypadnie mi do gustu; przyjaciel namawia mnie na mniejszą i spokojniejszą, pani z Azylu - na psotną. Ja chyba wolę psotną. Jest prześliczna: szlachetna figura, smukły i bardzo długi ogon, wysokie zgrabne nogi; śliczna dziewczyna. W dodatku kiedy tylko biorę ją na ręcę od razu się do mnie przytula i mruczy. Decyduję się natychmiast i zabieram kotkę do domu. Jak będzie miała na imię? Zofia.
W domu od razu stawiam kota w kuwecie a Zofia natychmiast daje nura pod wannę. Oho, myślę sobie, teraz nie wyjdzie stamtąd przez pół dnia. Po pięciu minutach okazuje się, że nic bardziej błędnego. Zofia wkracza ostrożnie do pokoju i zaczyna robić kilkunastominutowe fiku-miku na dywanie: zobaczcie jaka jestem śliczna i zabawna! Zofia pozwala się łatwo do siebie zbliżyć, pogłaskać i podrapać, mruczy, ale po wzięciu na ręce lub na kolana - natychmiast ucieka pod stół i stamtąd ciekawie wygląda na świat Boży. Zgadza się też spożyć posiłek regeneracyjny, mrucząc wniebogłosy. Następnie wraca do wyglądania spod stołu i stamtąd, jak mówi się we Włoszech, "fa la pasta", tzn. z wdziękiem przestępuje z przedniej łapki na łapkę. Podchodzi do mnie, bawi się futrzaną myszką i kuleczką z folii aluminiowej, ale kolejne próby wzięcia kota na ręcę lub na kolana, mimo mruczenia, kończą się tym, że Zofia zwiewa pod stół, wygląda stamtąd i "fa la pasta". Nie jest w końcu pierwszą lepszą.
Ponieważ wstałem wcześnie, żeby kupić żwirek, kocie jedzenie i zabawkę, po obiedzie postanawiam się położyć na kanapie. Kot wskakuje na fotel im zwija się w kłębek. Podchodzę do niej i głaszczę ją i drapię pod brodą i za uszkami - sukces - nie ucieka! Potem kładę się na kanapie. Za jakiś czas słyszę małe nóżki drepczące z fotela na stolik i na oparcie kanapy. Promenada: kanapa-stolik-fotel od razu się spodobała kotu, zwłaszcza, że z fotela łatwo przejść na szeroki parapet okienny, z którego można wyjrzeć na świat Boży. Małe nóżki tupią cicho po kanapie w te i z powrotem, ale ja nie reaguję. Po chwili czuję, że coś obwąchuje moją głowę. Dalej leżę spokojnie i czekam na rozwój sytuacji. Spotyka mnie nagroda: mały nos oddala się od czubka mojej głowy a po chwili śliczna czarna kotka wskakuje na kanapę z radosnym ćwierkaniem i przytula się do mnie, najpierw zwijając sie w kłębek, a potem, kiedy ją głaszczę i drapię, przeciąga się i odkrywa swój śliczny puchaty brzuszek i w końcu zasypia obok mnie.

W ten sposób Zofia pierwszego wybrała sobie Pana.

To be continued...


Jurek z Warszawy


Mity i zwyczajne wredne kłamstwa i potwarze na temat kotów:

1. Pierwszy mit na temat kota to taki, że przyzwyczaja do wczesnego wstawania. Mój kotek budził mnie rano kilka razy na początku naszej znajomości a potem się całkowicie przyzwyczaił do późnego wstawania do tego stopnia że Zofia dzisiaj tak słodko spała obok mnie że nie wiem kiedy by w końcu wstała z łóżka gdyby nie to że ja około pierwszej musiałem wstać.

2. Drugi mit na temat kotów to jest że są wyrachowane i interesowne co jest wredne kłamstwo i nieprawda ponieważ Zofia łasi się i wdzięczy i wtula we mnie wcale nie tylko po to żeby dostać jeść, ale też jeżeli bardzo lubi jakieś jedzenie, np. wątróbki kurze to po jedzeniu też przychodzi żeby podziękować i okazać głęboką wdzięczność, miłość i przywiązanie.

3. Trzeci mit na temat kotów to jest że się nie przywiązują do człowieków tylko do miejsca jest też wrednym kłamstwem i potwarzą ponieważ Zofia radośnie mnie wita jak wrócę do domu wcale nie tylko dlatego, że chce dostać jeść tylko dlatego że za mną tęskniła i potem na przykład zasypia na mem łonie w pełni szczęścia, że wóciłem. A poza tym od kiedy zacząłem chodzić na Uniwersytet i to na długo zrezygnowała ze spania na poduszkach na fotelu i na noc układa się koło mnie w łóżku i mruczy.


Zofia śpi i rozrabia
Zofia ma w domu kilka różnych miejsc, w które najchętniej udaje się na spoczynek dzienny lub nocny. Pierwszym ulubionym miejscem - nocnego snu kota był załomek mojego ramienia, gdzie Zofia zwijała - się w kłębek i smacznie zasypiała na całą noc. Następnie upodobała sobie stertę poduszek zdejmowanych z kanapy na której śpię i układanych na fotelu - do dzisiaj to jej ulubione łóżeczko. Potem kot wpadł na pomysł, że w ciągu dnia można być o wiele mądrzejszym od pana, który nie wiadomo dlaczego wstaje z łóżka i na przykład wychodzi z domu, i wejść do środka kanapy, gdzie leży miękka pościel i tam zwinąć się w kłębek, a nawet bezpiecznie rozciągnąć się na całą długość kota i spać kiedy pana nie ma w domu. W ten sposób Zofia odkryła zachwycającą możliwość przejścia przez kanapę na drugą stronę, gdzie można się na przykład schować, a potem, kiedy pan wejdzie do pokoju, z wielkim zadowoleniem wypaść stamtąd z rozcapierzonymi przednimi łapkami, żeby niego zapolować. A kiedy pan kładzie się spać, można wejść do środka rozłożonej kanapy i przedostać się pod spodni fragment pokrycia kanapy, urządzając tam sobie ciepły i wygodny hamak. W środku nocy kotek jednak stamtąd wychodził i przechodził do mnie żeby zasnąć opierając się na moim ramieniu, ale potem, kiedy urósł, przestało to być dostatecznie wygodne i ze środka kanapy przeniósł się z powrotem na stertę poduszek na fotelu. Pospać ze mną przychodzi tylko rano, albo w ciągu dnia, kiedy mam czas na to żeby Zofia mogła się na mnie rozciągnąć najlepiej do góry brzuszkiem. Kot odkrył też dwa nowe sposoby budzenia mnie - stojąc nade mną dmuchając mi w twarz albo gryząc mnie w palce od nóg. Nie ukrywam, że stanowczo wolę dmuchanie w twarz. Niekiedy kot podczas snu przynosi mi srebrne kuleczki z folii aluminiowej, które są jego ulubioną zabawką. Oczywiście za dnia ciągle je gubi pod szafą albo za kanapą, ale w nocy je znajduje i przynosi mi na łóżko - ponieważ nie budzi mnie wtedy, sądzę, że są to upolowane podarunki - ersatz myszy.
To be continued...

Zofia choruje
Po kilku pierwszych dniach pobytu w domu Zofia zaczęła grymasić na jedzenie, tzn. gotową karmę. Pomyślałem najpierw, że nie lubi tego rodzaju karmy i zmieniłem na inną, ale nie dało to rezultatu. Kot przestał jeść, osowiał, nie przychodził na noc do łóżka, tylko siedział zaburmuszony pod stołem, pojawiły się kłopoty z żołądkiem. Po kilku dość nerwowych rozmowach telefonicznych z panią Olgą, która starała się udzielić mi jakiejśc rady, postanowiłem pójść z Zofią do lekarza na Białobrzeskiej. Był już zresztą najwyższy czas, ponieważ kot zwymiotował, wprawiając mnie zresztą w zachwyt nad jego wspaniałymi manierami: Zofia poszła womitować do kuwety!!! W życiu nie spotkałem tak cudownie wychowanego zwierza, a to przekonanie w czasie choroby jeszcze się potwierdziło (o czym dalej) i potwierdza zresztą równie silnie w stosunku do zdrowego kotka. Biedny kotek okazał się chory na kokcydiozę, dostał kroplówkę, miksturę do wstrzykiwania do pyszczka i zastrzyki, na które musiał chodzić prawie przez tydzień. Zofia okropnie wierzgała przeciwko zastrzykom, które szczypały pod skórą, ale w prawdziwe przerażenie wpadłem, kiedy w drodze powrotnej do domu po pierwszym zastrzyku zaczęła toczyć pianę z pyszczka. Na szczęście w domu jej to przeszło, a natychmiast po wstrzyknięciu smecty do mordki zaczęła jeść i było tak po każdym zabiegu. Po kilku dniach zaczęła już jeść normalnie a i po owocach można było poznać, że jest coraz lepiej. Po drugim zastrzyku kotek nie toczył piany z pyska w drodze, tylko dopiero w domu i znowu wprawiła mnie w zachwyt - zamiast pluć gdzie popadnie, pobiegła napluć pianą na łóżko mojego brata!!! Zofię leczyły dr Marta Jagielska i dr Anna Cetnarowicz - obu im jestem szczerze wdzięczny. Przy okazji tego leczenia zauważyłem też, jak wielkie zaufanie ma do mnie Zofia. Wierzgający i drapiący podczas zastrzyku kot natychmiast się uspokajał na moich ramionach, a na moich kolanach był gotów nawet w gabinecie lekarskim rozłożyć się brzuszkiem do góry.


Wszystkie zdjęcia Zofii możecie zobaczyć tutaj.





CWANIAK

Dzień dobry,

w załączeniu przesyłam dwa zdjęcia adoptowanego kotka, którego nazwaliśmy Cwaniak (2-gi dzień poza Azylem).
Bardzo przypadła mu do gustu nasza kanapa i koc :)
Cwaniak ma się bardzo dobrze, będziemy zdawać relacje z jego życia.

Pozdrawiamy serdecznie!

Dorota i Mariusz




     Oto niedawno adoptowany, na giełdzie w Łazienkach, przemiły czarno-biały kocurek:


Witam bardzo serdecznie!

Kotek którego wzięłam od państwa jest przesympatyczny. Od razu się wspanale zaklimatyzował i już drugiego dnia łobuzuje na całego. W załączeniu przesyłam kilka zdjęć. Jest straszliwym pieszczochem i bez przerwy pcha się na kolana.

Obiecuję zdawać relacje z jego życia u nas i przesyłać nowe zdjęcia.

Pozdrawiam,
Beata     

Jest on taki ciekawski, że zawsze musi być tam gdzie cos się dzieje. Np. teraz wskoczył mi na kolana i z zaciekawieniem obserwuje monitor i klawiaturę. Tak, jakby wiedział, że do Was pisze i czytał wszystko. Ten kot to kopalnia energii. Bawi się jak tylko może myszką i wszystkim co znajdzie w zasiegu swoich łapek. Uwielbia być głaskany i można go przekładać z boku na bok a on tylko mruczy i ociera się domagając się więcej pieszczot. Jest również bardzo towarzyski; musi sprawdzić każdego kto przychodzi, obwąchać go i poocierać się o nogi :-)

Serdecznie pozdrawiam cały Azyl.
Beata

Oto najnowsze zdjecia mojego kochanego kotka.
Munduś od początku był szalonym kotkiem ale to co wyprawia i jak się zachowuje teraz może przejść najśmielsze oczekiwania co do kotów dla kazdego ;) Munduś czasami zachowuje się jak niesforny piesek; każe sobie rzucać myszkę i chętnie ją aportuje, na każdy dzwonek do drzwi podbiega pierwszy z miauczeniem i sprawdza kto przyszedł.

Jak tylko któryś z domowników wraca do domu to Munduś wybiega i rozkłada się w przedpokoju żeby go wydrapać po brzuchu, tak jak by chciał żeby go wypieścić za cały czas nieobecności ;) A poza tym to pokochałam go bardzo i każdemu kto ma wątpliwosci co do wyboru kotka, i czy w ogóle go mieć, polecam, bo to nie tylko super przyjeciel do głaskania ale tez nieźle grzeje pod kołderką a jego mruczenie potrafi ukoić rozkołatane nerwy.

Pozdrawiam wszystkich, którzy kochają te cudowne zwierzęta!





MELA I MANIA

Dzień dobry wszystkim Opiekunom i mieszkańcom Azylu :)

W sobotę 5.11.2005 przyjęliśmy pod nasz dach cudowną biało-brązowo-czarną koteczkę (mamę białego Aniołka z czarnym ogonkiem, którego nowych opiekunów serdecznie pozdrawiamy). Kicia otrzymała na imię Melania. Mela dzielnie zniosła podróż samochodem, a kiedy tylko znalazła się w swoim nowym domu, od razu po opuszczeniu transportera wtuliła się w nas mocno mrucząc z zadowolenia. Ze swoją młodszą koleżanką Manią (czarna koteczka trzymiesięczna) zaprzyjaźniła się już następnego dnia po przyjeździe; "dziewczęta" mnóstwo czasu spędzają na wspólnej zabawie, gonitwach oraz drzemaniu (jak na załączonym zdjęciu) zaś jedyne, co nie przychodzi im łatwo to dzielenie się posiłkiem: dlatego każda z nich otrzymała własny komplet miseczek i spór o mięsne smakołyki został tym samym zażegnany :)

Dziękujemy za Melanię jej poprzednim opiekunom, pozdrawiamy wszystkich miłośników kotów.

Maria i Maciej




COCO

Dzień dobry !

W sierpniu trafiła do naszego domu mała śliczna koteczka. Zawładnęła naszymi sercami od początku, lecz powstał problem jak nazwiemy nowego członka rodziny.
Każdy miał jakiś pomysł, ale decydujące zdanie miał syn. Mieliśmy różne pomysły; w końcu zwyciężyła Coco, bo jest mała, czarna i prześliczna. W chwili obecnej nie wyobrażamy sobie, że miałoby jej nie być z nami.
Koteczka trafiła do naszych rąk już odrobaczona i zaszczepiona, lecz profilaktycznie udaliśmy się z nią do weterynarza, który wprost rozpływał się w zachwytach nad naszą Coco.
Baliśmy się tych pierwszych chwil w domu, ale kotek zaaklimatyzował się w ciągu chwili. Śpi oczywiście razem z synem, ma jeszcze problemy, aby dostać się do niego, ponieważ łóżko znajduje się na antresoli. Ale tak miauczy, kiedy on tam wejdzie, że nie ma mocnych trzeba ją tam wsadzić, bo można oszaleć od tej kakofonii. Jak każda panienka lubi przeglądać się w lustrze i ostatnio odkryła pralkę więc przed każdym praniem trzeba sprawdzać czy jej nie ma w środku. Najczęściej się tam znajduje. Uwielbia spacery po dworze, jeśli ma ochotę na spacerek to staje przed drzwiami i miauczy. W najbliższym czasie prześlemy trochę więcej zdjęć.

Pozdrawiamy




BRYZOL I CIAPUŚ

Dzień dobry !

Chcielibyśmy zameldować o stanie wziętego tydzień temu Aniołka (kotek cały biały z czarnym ogonkiem).
Kotek okazał się raczej diabełkiem wcielonym (po godzinie nasz domowy kotek Ciapuś - 1,5 roczny 5 kilowy - przez 4 miesięcznego malca został ustawiony do pionu i teraz wszyscy doskonale wiemy kto tu rządzi :)) Kociuś zostal nazwany Bryzol (sami nie wiemy czemu, po prostu tak mu pasuje :)
Bryzol ma ogromny apetyt (dzięki czemu Ciapuś przechodzi lekką dietę) i chęć do ciagłej zabawy. Ku naszemu zdziwieniu najchętniej bawi się sam (co po Ciapusiu, który bez swoich panciów kroku nie zrobił) jest miłą odmianą :)
Oprócz tego, że jest niemożebnym rozrabiaką, jest też niesamowitym pieszczochem i mistrzem w mruczeniu. Ciapuś obraził się na nas śmiertelnie, ale już po tygodniu zdradza pewne objawy przyzwyczajenia do Bryzola (tzn nie wychodzi od razu z pokoju w którym jest Bryzol) oby tak dalej :)

Pozdrawiamy serdecznie w imieniu całej czwórki !

Asia i Emil




FIONA & PAZURA

----- Original Message -----

From: Anna P.
To: 101 Kotów
Sent: Thursday, October 06, 2005 2:56 PM
Subject: adoptowane kotki

Szanowni Państwo,
W sierpniu wzięłam ze schroniska 2 kotki (wyłowione z jeziorka) czarne pręgowane. Już jesteśmy po okresie próbnym. Duża rodzina i dużo emocji.
Na początku dwa trudne tygodnie. Trudne dla nas dorosłych. Ciągła obserwacja zwierząt, nadzieja że nas pokochają, siebie polubią (mamy dwa psy: owczarka niemieckiego i sznaucera mini), a dzieci będą traktować łagodnie. Stało się.... Jesteśmy teraz jedną wielką rodziną. Kotki zostały zaakceptowane przez pieski. Wszystkie zwierzaki jedzą z jednej miski (pomimo własnych) sprawdzając które ma smaczniejsze kąski. Kotki w stosounku do dzieci zachowują się wspaniale i cierpliwie.
Są jak dwie przylepki zawsze razem, ale są zupełnie inne. Jedna ciekawa świata i z dystansem do ludzi. Druga przepada za kontaktem z człowiekiem i świat ją mniej interesuje. Fiona i Pazura. Bardzo za nie dziękujemy. Długo nie pisałam, ale mam bardzo absorbującą prace i życie rodzinne. Zdjęcia prześlę z innego komputera.
Pozdrawiam serdecznie życząc sukcesów w ratowaniu niewinnych stworzeń,
Anna P.




OCOT & YETI

Dzień dobry.

Minęło już dobrych kilka miesięcy od momentu kiedy odwiedziliśmy Azyl w Konstancinie. Było to zaraz przed Sylwestrem. Pani Irena pokazała nam koci szpitalik, gdzie w klatkach siedziały kotki w czasie kuracji, a sama poszła szukać innych adopcyjnych kociąt. W jednej z klatek leżały skulone siostry, bardzo spodobał nam się grafitowy kociak. Jednak na wyciągniętą do niej rękę zareagowała straszliwym, przerażonym sykiem, zupełnie jak dzikie zwierzątko. Ja trochę się przestraszyłam, no bo inne kocięta od razu się łasiły i chciały bawić, a ona... Jednak Jasiek stwierdził, że to właśnie ona pojedzie z nami do domu. Na początku była zupełnie przerażona, w ogóle nie chciała wychodzić z koszyka w którym do nas przyjechała, później uciekła do łazienki za pralkę. Przez pierwszych kilka dni właściwie nie wychodziła spod łóżka. Dopiero kiedy gasiliśmy światło idąc spać zaczynała zwiedzać mieszkanie, bawiła się zabawkami, kasztanami, sznurkami. W ciągu dnia spędzaliśmy dużo czasu nurkując pod łóżkiem z wyciągniętą ręką, ona powoli pozwalała się doknąć, trochę pogłaskać. Wrzucaliśmy pod łóżko sznurek, a ona miała dużą ochotę go gonić i tak w końcu dochodziła do krawędzi łóżka i powolutku zaczęła spod niego wychodzić. Teraz nadal jest trochę płochliwa, ale zupełnie się z nami zaprzyjaźniła, chce się bawić, być głaskana, czasem z nami rozmawia, przychodzi do nas, kedy pracujemy przy komputerze, choć już się odzwyczaiła kłaść na klawiaturze, jej ulubionym legowiskiem jest drukarka. Nawet przed gośćmi już tak nie ucieka, czasem się nawet do nich łasi i domaga zabawiania. Po jakimś czasie postanowiliśmy znaleźć Ocotilli (takie imię nadał jej mały brat Jaśka, zazwyczaj nazywamy ją O-kotem), która zaczynała się trochę nudzić, towarzystwo. I tak pojawił się u nas rudy Yeti, urodzony razem z szóstką rodzeństwa w ogrodzie cioci koleżanki. Jego mama zniknęła, możliwe, że zaatakował ją jakiś okoliczny pies, Yetul zresztą także miał poważnie poharataną łapkę kiedy do nas trafił. O-kot przyjęła dość nieufnie tą małą, śmierdzącą kupkę nieszczęścia, ale on był tak ufny i tak bardzo chciał się z nią zaprzyjaźnić, że w końcu musiała skapitulować. Stała się dla niego starszą siostrą, niesamowicie opiekuńczą, choć czasem zniecierpliwioną małym natrętem, który chodził za nią krok w krok. Teraz koty zupełnie szaleją na swoim punkcie, razem śpią, razem się bawią urządzając niesamowite gonitwy po całym domu. A my szalejemy na ich punkcie.

Pozdrawiamy i dziękujemy,

Julia i Jaś Słupscy




     NIKA


Szanowne Panie !
Wczoraj odebraliśmy kotkę, nazwaliśmy ją Nika. Myśleliśmy, że będzie miauczeć na początku pobytu, lecz po wyjściu z klatki jak zobaczyła otwartą przestrzeń mieszkania, to oszalała z radości. Jest wesoła, cały czas się bawi. Nasz kot tylko na nią syczy i jest obrażony, ale mamy nadzieję, że mu niedługo przejdzie.

Z poważaniem,
Bartosz Szarmach





Przedstawiamy wyjątkowo sympatycznego rudzielca, który od niedawna ma już swój dom, choć na razie nie ma jeszcze imienia :-)






Dostaliśmy niedawno majla:

Dzień Dobry!

Trafiłam na stronę Kociego Azylu z adresu Kasi Kowalskiej. Kocham Koty. Ogólnie lubię zwierzęta, ale kociaki są na pierwszym miejscu.
Od 11 lat mam kotkę, od 10 dwie. Parę tygodni temu wróciłam z pracy z ... nowym dobytkiem. Maluszek maszerował na chwiejnych jeszcze łapkach brzegiem ulicy w dużym mieście. Kierowca, który zatrzymał się, żeby wziąć kociaka ze środka drogi, zostawił go pod opieką Panów z Ochrony. Kupka nieszczęścia musiała (NA CAŁE SZCZĘŚCIE) wydostać się z jakiegoś śmietnika, bo tego nie dało się nie poczuć.
Borys trafił do mnie :-)
Teraz jest już dzielnym młodym kotkiem.
Warto wierzyć w ludzi. Ten kierowca mógł pojechać dalej, jak wszyscy przed nim. On się jednak zatrzymał. Jest dużo takich ludzi. Nigdy go nie poznałam, ale jestem Mu wdzięczna.

Pozdrawiamy,

Asia, Maksi, Barbi i Borys.

"Ktoś znów wczoraj mówił mi:
Trzeba przecież kochać coś, by żyć.
Mieć gdzieś jakiś własny ląd,
Choćby o te dziesięć godzin stąd
"
Lady Pank




   Witam !

   Zaglądam sobie czasem na stronę Azylu i właśnie zobaczyłem prośbę o nadesłanie informacji o zwierzaku którego się stamtąd wzięło. Poniżej moja historia, i trzy zdjęcia Kropeczki.

   Małe koty są piękne, jednak szybko rosną, poza tym nigdy nie wiadomo co z nich wyrośnie. Mój pierwszy kot był szary, ale jak dorósł sierść mu sczerniała. Wychowany w domu ma typowo domowy charakter - wszystko jest jego i jemu się należy. Decydując się na powiększenie kociej rodziny stwierdziłem, że tym razem będzie to dorosła kocica - czarna, żeby pasowała do kocura. Poprosiłem Panią Irenę o wybranie mi spośród mieszkańców Azylu takiej kotki. Podczas kolejnej wizyty dowiedziałem się, że znaleziono pasująca kandydatkę.
   W pokoju na piętrze leżała cichutko w kąciku mała kupka nieszczęścia, która od razu wyciągnęła łepek gdy chciałem ją pogłaskać. Pani Irena powiedziała, że kot będzie do wzięcia za dwa tygodnie - po sterylizacji. W połowie maja 2002 przyjechałem po Kropkę, imię nasunęło się samo i pasowało do koteczki. Akurat były do wzięcia małe czarne kotki i trochę mnie korciło, żeby wziąć malucha, jednak obiecałem już Kropci, że to ona ze mną pojedzie do domu. Pani Irena dodała, że podczas sterylizacji zapewniano kotkę, że już niedługo przestaną ją męczyć i ktoś ją weźmie do domu - nie można więc było zawieść kociego zaufania. Kropka była spragnioną pieszczot, całkowicie czarną (aż wpadającą w rudy patrząc pod światło), chudą kocicą z nieco zaropiałymi oczkami. Weterynarze nie są zgodni co do jej wieku - wówczas miała 4 do 8 lat. Po kilku miesiącach domowego karmienia zrobiła się umiarkowanie okrąglutka (z 2kg zrobiło się 4kg), sierść ma błyszczącą, oczka też są już w niezłym stanie. Kropcia nigdy nie ma dosyć głaskania i jest bardzo kochanym i grzecznym kotkiem. Uwielbia się przytulać, zwłaszcza rano, nawet jak śpi całą noc ze mną na poduszce. Jest śliczna, grzeczna, delikatna (nie drapie) i po prostu nie wyobrażam sobie, że mógłbym jej nie mieć. Ona docenia troskę jaką się ją otacza i próbuje się za nią odwdzięczyć. Uważam, że warto zdecydować się na dorosłego kota z Azylu, te po przejściach łatwiej docenią okazane im serce i się za nie odwdzięczą.

Pozdrawiam,
Marek Konderski




Ta niebieska koteczka została adoptowana przez Państwa Kapłon z Olsztyna.

Podziwiamy cierpliwość Państwa w oswajaniu tej półdzikiej kotki. To po prostu była miłość od pierwszego wejrzenia. Pani Marzena zauważyła zdjęcie kotki na naszej stronie internetowej i od razu do nas zadzwoniła, po czym wraz z mężem przyjechali specjalnie po nią aż z Olsztyna ! Trzymamy kciuki, aby oswojenie potrwało jak najkrócej, i życzymy, aby Państwo jak najszybciej zdobyli zaufanie kotki !

Pani Marzena prowadzi z nami regularną korespondencję, w której informuje nas o postępach w oswajaniu kotki.
Powstał już z tego cały blog niemalże - wspaniała lektura !
Zresztą, ponieważ Pani Marzena zgodziła się udostępnić swoją korespondencję na naszej stronie, poczytajcie sami; naprawdę warto !

Historia niejakiej PSOTY, zwanej do niedawna Kociubusiem:

25-06-2005:
Jak dotąd postępy oswajania niebieskiej są mizerne może tylko tyle, że coraz śmielej wychodzi zza komputera nawet w dzień w naszej obecności. Oczywiście o żadnym pogłaskaniu nie ma mowy. Wiemy już, że nie lubi jedzenia z puszek, za to całkiem smakuje jej surowa wołowinka lub gotowany kurczak (mąż mówi, że bardziej dbam o kota niż o niego). Z gotowego kociego jedzenia ewentualnie zje suche chrupki. Lubi też ryż i płatki owsiane. Oprócz tego raz zapomniała że nas nie zna i skusiła się na zabawę z trawką, ale niestety szybko sobie przypomniała. Od dziś mamy ochłodzenie stosunków, bowiem konieczna była operacja odpchlenia kocicy co nie spotkało się z aprobatą z jej strony, jest obrażona i wzgardziła obiadem. Zobaczymy co przyniesie jutro. Dam znać gdy zrobimy postępy, choć może być z nimi różnie bo przydałaby się kontrolna wizyta u weterynarza.
Pozdrawiam
Marzena Kapłon.

26-06-2005:
Czekałam więc na rozwój sytuacji. Widzę jednak, że jest coraz lepiej. Dostaje dobrą karmę, ba nawet bardzo dobrą (puszki Leonardo i suchy Royal Canin), mam więc nadzieję, że spokój i dobre pożywienie zrobi swoje. Co do wyjścia z kryjówki idzie bardzo wolno, ale pod naszą nieobecność porusza się po całym mieszkaniu, bo ślady obecności kota na nasłonecznionych parapetach są, a i w nocy coś tam się cichcem przemyka. Gdy jesteśmy w domu porusza się tylko po swoim pokoju. Zresztą jest trochę do tego zmuszona bo miseczki z jedzonkiem już nie stoją pod samym noskiem i trzeba się po nie pofatygować 1,5 m dalej na podłogę. Dużym postępem jest to, że zasypia rozluźniona, brzuszkiem do góry, rozciągnięta i wygrzbiecona tak mocno jak tylko to kot potrafi , a po dobrym obiadku zdarza się, że można usłyszeć (zza komputera oczywiście) - coś co przypomina mruczenie, ale czy to możliwe żeby kot mruczał bez głaskania ??? Pierwszy raz coś takiego widzę! Acha! Jeszcze jeden postęp to to, że gdy do niej zaglądamy to już nie wciska się w kącik i nie zastyga z szeroko otwartymi oczami. Bywa, że nawet nie zmieni pozycji, w której ją zastaniemy, a oczka są wpół zmrużone. Myślę że to już jest jakiś dowód minimalnego zaufania, chociaż nasyczeć też potrafi. No cóż idzie powoli, ale jednak zgodnie z przewidywaniami.
Pozdrawiam serdecznie
Marzena K

11-07-2005:
Wszystko idzie dobrze choć powoli. Koteczka niebieska ma się dobrze. Kot pożera wielkie ilości karmy i ma się coraz lepiej. Dziś nastąpiło przełamanie stosunków człowiek - kot; i kocica wyciągnięta w całej okazałości rezyduje na komodzie w najczęściej uczęszczanym pokoju dziennym zupełnie nie przejmując się naszą obecnością. Nie wiem czy to prawda ale córcia dziś mi się pochwaliła, że rano dała się jej pogłaskać. Trochę się baliśmy, że da nogę jak otworzymy balkon ale nie ma na to najmniejszej ochoty, za to nocą bardzo lubi oglądać świat (oczywiście przez szybę). Jesteśmy dobrej myśli, jak tak dalej pójdzie to myślę, że jeszcze w te wakacje będziemy mieli fajne zdjęcia do wysłania.
Pozdrawiam
Marzena K.

23-07-2005:
Od wczoraj podaję unidox chociaż były trudności z kupieniem - bo tylko na receptę. Ale jakoś uprosiłam weta. Kocica zjada go bez problemu. No i pozostaje czekać. Za to nastąpiło chyba pogłębienie zaufania bo wyleguje się pod stołem na miękkim krześle, a nie jak dotąd na zimnej podłodze czy szafce (dotychczas miękki kocyk był wrogiem). Oczywiście nie oznacza to wcale, że tak łatwo da się pogłaskać, ale będziemy nalegać.
Pozdrawiam - Marzena

20-08-2005:
Ostatnio prawie nic nowego u naszej koteczki. Zaczynałam tracić powoli tracić nadzieję, że uda się jakaś socjalizacja. W ostatnich dniach trochę rozrabia zrzucając kwiatki i robiąc porządki w szufladach, ale dziś rano nastąpił przełom w kontaktach. Jak wspomniałam od kilku dni koteczka robi mi prządki w szufladach. Dziś rano zwróciłam jej delikatnie uwagę (gdyż zdarza mi się z nią konwersować), że skoro już musi oglądać zawartośc to mogłaby ją z powrotem zasuwać. Nie wiem czy się przejęła ale poraz pierwszy towarzyszyła mi przez cały ranek, oczywiście w bezpiecznej odległości. Naraz spotkałyśmy sie oko w oko w przedpokoju. Przykucnęłam więc zaczepnie i wyciągnęłam rękę mówiąc "no choć". A KOT JAKBY DOSTAŁ SKYRZDEŁ i radośnie podbiegł ........ niestety pół metra od ręki przypomniał sobie, że mnie nie zna po czym schował się za framugę drzwi, ale nie na długo, bo natychmiast wystawił pyszczek patrząc co ja na to ... . No ciężko idzie, ale chyba w dobrym kierunku ! Oprócz tego kicia przyjęła i zaakceptowała nowe mięciutkie legowisko (dotychczas twardo odmawiała jakichkolwiek wygód) oraz używa całej gamy kocich kulek, piłek i piłeczek, choć niestety głównie w nocy, co bywa czasem dość głośne, ma też ulubione pudło kartonowe - bo jaki kot nie lubi pudełek ?!
Pozdrawiam Marzena Kapłon

22-08-2005:
Ze zdjęciami jest trochę słabo, bo niełatwo jest zrobić zdjęcie kota w całości, ALE JEDNO MAM !!! Załączam je więc do niniejszej wiadomości. Natomiast w miarę oswajania się "modelki" z obiektywem będę dosyłać inne zdjęcia. W każdym razie jak wygląda kot po przejściach po 1,5 miesiąca w naszych rękach widać na załączonym obrazku.
Pozdrawiam. Marzena.




23-10-2005:

Długo nie pisałam bo i nie bardzo jest o czym - sukcesów w głaskaniu nie ma, a jedyny kontakt fizyczny nastąpił tylko raz z woli kota, który dotknął nosem mojej stopy. Mamy za to już ostateczne imię, które idealnie oddaje naturę naszego skarbu mianowicie PSOTA.

Psoci i chuligani okropnie, włamuje się do szuflad i szafek roznosząc ich zawartość po całym domu (na dowód czego przysyłam zdjęcie włamywacza i krajobrazu po bitwie), zrzuca moje fiołki i obgryzła mój najładniejszy wielki kwiat, a co za tym idzie już nie jest najładniejszy. Raz przy wyrzucaniu śmieci zwiała nam na klatkę, ale chyba jej u nas nienajgorzej bo prędziutko wróciła. Na miske zarabia jedynie znakomicie wycierając mi kurze na regałach pod sufitem ale niestety kosztem mojej półeczki nad telewizorem, którą zarezerwowała tylko dla siebie (ilustracja w załączeniu). Acha! po dwóch kuracjach unidoxem i kroplami na odporność jak na razie nie choruje.
Pozdrawiam Marzena Kapłon




WSPOMNIENIE O NELI

   Pamiętam jakby to było wczoraj.

   Na początku lutego 2004 roku wybrałem się z moją mamą oraz sporo młodszą siostrą do Kociego Azylu w Konstancinie - Jeziornej. Kilka godzin wcześniej pani Irena oznajmiła przez telefon, że na adopcję czeka mały kocur. Na miejscu okazało się jednak, że jest dosyć dziki i dla mnie, osoby niedoświadczonej w kwestii chowania kotów, jego oswojenie może być zbyt trudną sprawą. Już myślałem, że wrócę do domu z pustymi rękoma, a zaspokojenie silnej potrzeby zaopiekowania się nowym wychowankiem zostanie ponownie odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość, kiedy pani Irena niepewnie wskazała na inną klatkę. Niepewnie, bo znajdująca się w środku kotka spędziła w Azylu jedynie trzy dni i nie zdążyła jeszcze przejść obowiązkowych badań. Pani Irena opowiedziała, że ktoś ją przerzucił w worku przez płot Azylu razem z drugim kotem, który uciekł za ogrodzenie i prawdopodobnie został zagryziony przez okoliczne watahy psów. Ocalała kotka wyglądała na nieco osowiałą, ale poza tym nic nie wskazywało na to, że jej coś dolega. Nie zastanawiając się długo zabraliśmy ją ze sobą do jej nowego domu.
   Jeszcze w drodze powrotnej mama zaproponowała imię, które od razu mi przypadło do gustu i już w samochodzie ją ochrzciłem: Nela. Jednym z podstawowych pytań było teraz, czy i jak szybko się u nas zaaklimatyzuje. Początkowo zachowywała się nieco apatycznie, tak jakby pogodziła się ze swoim mizernym losem i już nawet nie odczuwała strachu. Po paru tygodniach zadzwoniłem do pani Ireny mówiąc, że proces oswajania posuwa się bardzo powoli. Usłyszałem z drugiej strony słuchawki: „Bardzo dużo nosić na rękach. Jak najwięcej nosić na rękach”. Tak też czyniłem. No i udało się. Kotka okazała się charakterną, pewną siebie indywidualistką, ale jednocześnie bywała bardzo towarzyska, lubiła bawić się z ludźmi. Tak jakby doceniała to, że zyskała rodzinę, że może wreszcie spokojnie żyć (nieraz spekulowaliśmy na temat jej „mrocznej” przeszłości), tak jakby silnie odczuwała to, że darzę ją dużym uczuciem i przelewam na nią mnóstwo ciepła.
   Nie obyło się jednak bez problemów. W pewnym momencie Nela zaczęła oddawać mocz w różnych miejscach domu. Nie mam na myśli znaczenia terenu kilkoma kroplami, lecz opróżnianie wręcz całej zawartości pęcherza w takich miejscach, jak np. moje łóżko. Chyba nie muszę tłumaczyć, jakie to było uciążliwe. Na szczęście sprawdziło się sugerowane przez wiele osób rozwiązanie. Po sterylizacji w listopadzie 2004 r. Nela jeszcze raz się ostentacyjnie wysikała na kanapę mojego taty i… już nigdy więcej nie powtórzyła tego procederu. W ogóle od tego momentu się nieco zmieniła, rzekłbym – ostatecznie się ułożyła. Zrobiła się jeszcze bardziej towarzyska, nie wyrywała się już tak podczas przytulania, zaczęła komunikować coraz więcej rzeczy miauczeniem, przybiegała na tradycyjne „kici-kici”. Jednak jej ulubionym zajęciem pozostało hasanie po dworze (naszym i okolicznych ogródkach), przy czym akcent przesunął się z walk z innymi kotami o terytorium (w jednej z takich bitew straciła nawet pazur) na polowanie na wszelkiego rodzaju owady (i inne zwierzątka; raz nawet upolowała małego ptaka). Zdawała się być szczęśliwym kotem.
   Zginęła trzy dni temu, 16 czerwca 2005 roku ok. godziny 19:30. Prawdopodobnie przejechał ją samochód, mimo ograniczenia prędkości na naszym osiedlu do 20 km/h. Prawdopodobnie usłyszała moje wołanie i wracała z ogródków po drugiej strony ulicy by się przywitać. Prawdopodobnie jeszcze chwila i byłaby na chodniku.
   Rozmiar mojego bólu i żalu po stracie zrozumie tylko ten, kto potrafi ze zwierzęciem nawiązać specyficzną, bardzo silną więź emocjonalną, pokochać je mocno niczym drugiego człowieka. Nela była mi jak dziecko (zresztą często ją tym mianem określałem), jak przyjaciel, jak najlepszy współlokator. Często z nią „rozmawiałem” (potrafiliśmy miauczeć do siebie przez kilka minut), kiedy ona mruczała ja wydawałem z siebie podobne dźwięki, przychodziła do mnie na zawołanie, spała w łóżku w moich nogach, a jednocześnie nie nosiła oznak zaborczości, pozwalała nam żyć obok siebie. Brakuje mi jej porannego ocierania się o moją twarz, bym się obudził i wypuścił ją do ogródka (prawie nigdy nie załatwiała się w domu do kuwety). Brakuje mi jej spania na moich kolanach podczas długich sesji przy komputerze. Brakuje mi jej witania się ze mną po powrocie z pracy. Na zawsze zostanie w mojej pamięci wiele szczegółów: to, że miała bliznę na prawym uchu; to, że nie miała pazura na prawej łapie; to, że nazywałem ją „rudą blondynką na obcasach” ze względu na jasne umaszczenie, rudy brzuch i iście „kobiecy” chód; to, że miała lśniące i miękkie futerko; to, że zawsze, gdy ktoś się krzątał po kuchni, siadała na taborecie i stamtąd obserwowała co się wokół dzieje licząc na ponadprogramowy kęs jakiegoś frykasa; czy to, że kiedy raz zrobiłem z moim śp. psem rundkę wokół naszego osiedla, ona towarzyszyła nam na całej tej trasie – tak jakby była zazdrosna o sukę, jakby była ciekawa dokąd podążam kiedy wychodzę z domu lub po prostu tak jakby była do mnie przywiązana i chciała mi towarzyszyć zawsze i wszędzie.
   Na pocieszenie pozostaje mi to, o czym już wcześniej wspomniałem: prawdopodobnie była bardzo szczęśliwą kotką. Uwielbiała ogródek, kochała w ciągu dnia spędzać czas poza domem. Myślę, że ograniczanie jej do czterech ścian byłoby dla niej udręką. Ból nieco łagodzi również to, że prawdopodobnie nie cierpiała ginąc na miejscu.

   Kończąc chciałbym podziękować pani Irenie za to, że z dużym poświęceniem prowadzi Koci Azyl, i że to dzięki niej - wcale nie przesadzając - przeżyłem jedne ze szczęśliwszych chwil w moim życiu. To było wspaniałe niespełna półtora roku. Myślę już o adopcji kolejnego kotka, na którego przeleję zastygnięte w tej chwili pokłady ciepła i potrzebę zaopiekowania się zwierzakiem, jednak na tę decyzję potrzebuję jeszcze trochę czasu.

   Nelu, nigdy Cię nie zapomnę i na zawsze pozostaniesz w moim sercu.

Łukasz Brzeziński
Warszawa, 19.06.2005




Uratowane przez nas kotki z likwidowanych budek w Hali Mirowskiej zostały zaadoptowane przez studenta medycyny Sebastiana Lenarcika i są pod fachową opieką jego Taty, doktora nauk weterynaryjnych Macieja Lenarcika, wykładowcy SGGW.
Mają już imiona - Caesar i Brutus.






CAESAR & BRUTUS

solo i w duecie :-) - nowe fotki







AKTUALNOŚCI ] [ KĄCIK ADOPCYJNY ] [ ADOPCJE POZA AZYLEM ] [ WIRTUALNE ADOPCJE ] [ ZWIERZAKI ADOPTOWANE ] [ FUNDACJA ŚW FRANCISZKA ]
POTRZEBNA POMOC ] [ GALERIA ZDJĘĆ ] [ PODZIĘKOWANIA ] [ ZGUBIONO - ZNALEZIONO ] [ AZYL I JEGO MIESZKAŃCY ] [ TĘCZOWY MOST ] [ KONTAKT ]